<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299</id><updated>2011-07-29T11:56:19.520+02:00</updated><category term='Sport'/><category term='Muzyka'/><category term='Fantastyka'/><category term='Publicystyka'/><category term='Poradniki'/><category term='Jazz'/><category term='Katolicka'/><category term='Vancouver'/><category term='Horror'/><category term='Szoł w tv'/><category term='Thriller'/><category term='Polska'/><category term='Film'/><category term='Książka'/><category term='Felieton'/><category term='Historia'/><category term='Romans'/><category term='Kryminał'/><title type='text'>Pora relaksu</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>32</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-187487998096335812</id><published>2010-06-23T19:24:00.001+02:00</published><updated>2010-06-23T19:25:48.439+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>Świat szeroko zamknięty, perspektywy otwarte</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ktoby przypuszczał, że jeden adres internetowy tak potrafi zmienić życie człowieka? Adres zapisany na karteczce. Karteczce umieszczonej w biurku, do którego nigdy się nie zaglądało. Bo biurko stanowiło pewnego rodzaju tabu. Adres odsyłał do hiszpańskiej strony internetowej, a pani Rozpaczyńska miała tego pecha, że hiszpański znała. Ciekawość zwyciężyła. Rozpaczyńska przybyła, zobaczyła i... odtąd jej życie stanęło na głowie. A wszystko zaczęło się od tego, że bardzo nieszczęśliwie stłukła okulary.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TCJBAJ7nbGI/AAAAAAAACs8/byDPafwGPaA/s1600/sowa2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TCJBAJ7nbGI/AAAAAAAACs8/byDPafwGPaA/s400/sowa2.jpg" width="260" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Świat szeroko zamknięty&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; to kolejna książka &lt;b&gt;Izabeli Sowy&lt;/b&gt;, którą miałam przyjemność przeczytać. O czym jest? Głównie chyba o tym, że przychodzi taki czas, kiedy dowiadujemy się o najbliższych tego, o czym nie mieliśmy bladego pojęcia. Nie jest przy tym powiedziane, że pojęcie to chcielibyśmy akurat mieć. Wydawało się nam, że płyniemy razem z leniwym prądem życia, znamy nasz mały świat jak własną kieszeń i realizujemy wypracowany scenariusz (niezawodny scenariusz). Tymczasem, jak w piosence Kaczmarskiego, istnieje rzeka podziemna, której gwałtowny nurt rzeźbi życie, a my kompletnie nie mamy świadomości jej istnienia. Kiedy w końcu rzeka wypływa na powierzchnię, nic już nie jest takie samo, jak było. I nigdy nie będzie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W książce padają ważne pytania o sens życia, o to, czy warto iść na całość, czy warto rzucić się na głęboką wodę, a przede wszystkim o to, co warto poświęcić dla przyjaźni. Czytało mi się tym przyjemniej, że w &lt;i&gt;&lt;b&gt;Świecie szeroko zamkniętym&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; poznajemy dalsze losy bohaterów &lt;i&gt;&lt;b&gt;Zielonego jabłuszka&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Losy po 20 latach, dodajmy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sowa naprawdę mnie zaskakuje. Nie spodziewałam się takiej głębi ukrytej pod płaszczykiem prostoty. Znakomita książka. Gorąco polecam tym, którzy chcą się jednocześnie rozerwać, ale i przemyśleć to i owo.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-187487998096335812?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/187487998096335812/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/06/swiat-szeroko-zamkniety-perspektywy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/187487998096335812'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/187487998096335812'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/06/swiat-szeroko-zamkniety-perspektywy.html' title='Świat szeroko zamknięty, perspektywy otwarte'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TCJBAJ7nbGI/AAAAAAAACs8/byDPafwGPaA/s72-c/sowa2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-5935329160525588276</id><published>2010-06-23T19:00:00.001+02:00</published><updated>2010-06-23T19:01:55.404+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>PRL na zielono</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z czym się kojarzy kolor zielony? Z nadzieją, prawda? Tak się przynajmniej mówi najczęściej. Czy komuś zielony kojarzy się z PRLem? Pewnie nie. Ale jakby ten i ów zapędził do roboty zwoje mózgowe, to okazałoby się, że owszem, coś na rzeczy jest. PRL pachnie zielonym jabłuszkiem, jednymi z nielicznych "perfum" (obok Currary), które można było wtedy nabyć. Na wędrówkę po PRLu lat 80. zaprasza nas &lt;b&gt;Izabela Sowa&lt;/b&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TCI3GkzaQeI/AAAAAAAACs0/GgiqtVaQHs4/s1600/sowa1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TCI3GkzaQeI/AAAAAAAACs0/GgiqtVaQHs4/s400/sowa1.jpg" width="281" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mój Boże, tamten świat znowu mi stanął przed oczami. Jestem głęboko wdzięczna autorce za wydobycie na światło dzienne tych wspomnień, które zdążyłam już upchnąć gdzieś na dnie mojej pamięci. Dziś o książce &lt;i&gt;&lt;b&gt;Zielone jabłuszko&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mamy więc rok 1985, czyli czas najgorszej bryndzy i poczucia beznadziei. Największym marzeniem każdego obywatela jest dostać się na Zachód. Nieważne jak. Legalnie czy nielegalnie. Byle opuścić kraj, w którym nie widzą przed sobą żadnych perspektyw. Tylko panna Kropelkówna uczęszczająca do liceum nie zamierza nigdzie wyjeżdżać. Może dlatego, że kilka lat temu na Zachód zwiała jej matka. Miało być na troszeczkę, powrót na Boże Narodzenie, ale troszeczkę szybko zmieniło się w cztery lata rozłąki i nic nie wskazywało na to, by ten czas miał zmierzać ku końcowi. Anka mieszka z dziadkiem, babcią, prababcią i starym kotem Dziurawcem. Poprzez jej perypetie poznajemy cała plejadę niepowtarzalnych postaci, z których każda w jakimś sensie stanowi świadectwo czy obraz swoich czasów. Oprócz poczciwców znajdzie się i miejsce dla cwaniaków, dla intrygantów kryjących się pod płaszczykiem przyjaźni, dla donosicieli i innych peerelowskich szumowin. A przy okazji coś się rzeczywiście dzieje.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książka jest świetnie napisana i czyta się ją piorunem. Naprawdę wciąga. To nie jest płaskie romansidło w stylu telenowelowym. To w ogóle nie jest romans. To kapitalna pocztówka z przeszłości. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-5935329160525588276?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/5935329160525588276/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/06/prl-na-zielono.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5935329160525588276'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5935329160525588276'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/06/prl-na-zielono.html' title='PRL na zielono'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TCI3GkzaQeI/AAAAAAAACs0/GgiqtVaQHs4/s72-c/sowa1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-8467727446153339757</id><published>2010-06-22T14:42:00.000+02:00</published><updated>2010-06-22T14:42:36.855+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>Klub Mało Używanych Dziewic i spółka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Klub Mało Używanych Dziewic&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; to najlepsza nazwa klubu, jaką kiedykolwiek słyszałam. A i dziewice zupełnie nieypowe, bo niedziewicze. W końcu mało używane. Rzecz w tym, że na powtórce studniówki po dwudziestu latach spotykają się cztery koleżanki, które wcześniej wcale specjalnie się nie kolegowały. Nagle odkrywają, że im razem dobrze. Co więcej, chcą się spotykać znowu, na początku bezpiecznie, raz na miesiąc, żeby odgrzać kontakty jak stary kotlet.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TCCqRcuozOI/AAAAAAAACsU/IunMJl8Xzq4/s1600/kmud.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TCCqRcuozOI/AAAAAAAACsU/IunMJl8Xzq4/s400/kmud.jpg" width="285" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zakładają nieformalny klub, Klubem Mało Używanych Dziewic właśnie zwany. Wszystkie mają bowiem 39 lat i wszystkie na damsko-męskim polu działania zaliczają raczej porażki niż sukcesy. Słowem - chłopa niet. Nie spotykają się jednak w celu ustrzelenia jakiejś samczej zdobyczy, tylko po to, by w czynie społecznym zrobić coś wartościowego dla innych ludzi. Zupełnie niewinna inicjatywa sprawia, że zdarzenia ruszają jak lawina.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak oto zaczyna się "dziewicza trylogia" Moniki Szwai. Czterem Dziewicom nie śniło się rzecz jasna, co wykluje się z ich niewinnego pomysłu i jak zmieni się ich życie. Uchylmy rąbka tajemnicy - zmieni się drastycznie. Książkę połyka się w mgnieniu oka, a dobrą rozrywkę mamy jak w banku. Wartka akcja, zaskakujące rozwiązania, przewidywalne momenty (jakie to miłe, wiemy, czego się spodziewać i czytamy zupełnie rozluźnieni) - wszystko to sprawia, że jak zwykle przy książkach Szwai można zażyć prawdziwej pory relaksu. Zakończenie sugeruje istnienie ciągu dalszego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I rzeczywiście, dalsze losy czterech szczecinianek znajdziemy w książkach &lt;b&gt;&lt;i&gt;Dziewice do boju!&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TCCsnfIgRKI/AAAAAAAACsk/rrx2vzQ_tes/s1600/ddb.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TCCsnfIgRKI/AAAAAAAACsk/rrx2vzQ_tes/s400/ddb.jpg" width="277" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;... oraz &lt;b&gt;&lt;i&gt;Zatoka Trujących Jabłuszek&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TCCs8KNtEFI/AAAAAAAACss/X8AxwoRhFoM/s1600/zatoka.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TCCs8KNtEFI/AAAAAAAACss/X8AxwoRhFoM/s400/zatoka.jpg" width="285" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Powiem szczerze - przeczytałam z rozpędu, bo nie mogłam zdzierżyć myśli, że nie będę wiedziała, co jest dalej. Ale obie książki raczej mnie rozczarowały. W przeciwieństwie do części pierwszej są bardzo takie, hmm..., telenowelowe. Tu wątek, tam wątek, tu skok, tam skok. Jakbym oglądała serial tylko że oczyma wyobraźni, kartkując książkę. Nudne było? Nie, skąd! Pochłonęłam, a jakże. Z tym że to już nie ten polot, nie ten błysk co w samym &lt;b&gt;&lt;i&gt;Klubie..&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;Bohaterowie też jakby tacy nierzeczywiści. Ja rozumiem urocze staruszki, ale wszystko powinno odbywać się w granicach prawdopodobieństwa. Nasze staruszki mają jednak tak dużo energii i zachowują się w sposób tak niegeriatryczny, że ciężko w nie w ogóle uwierzyć. Licentia poetica. Miała Szwaja prawo tak je wymyślić i wymyśliła. Urok mają na pewno, tylko ta młodzieniaszkowatość lekko mnie zdrzaźniła.&lt;br /&gt;I co? I nic. Fajnie się czytało. A rozbrykaną geriatrię spotykamy jeszcze raz w kolejnej książce Moniki Szwai &lt;b&gt;&lt;i&gt;Gosposia prawie do wszystkiego&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Lubię, jak bohaterowie, do których przywykłam, nie odchodzą na zawsze wraz z końcem lektury.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-8467727446153339757?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/8467727446153339757/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/06/klub-mao-uzywanych-dziewic-i-spoka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/8467727446153339757'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/8467727446153339757'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/06/klub-mao-uzywanych-dziewic-i-spoka.html' title='Klub Mało Używanych Dziewic i spółka'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TCCqRcuozOI/AAAAAAAACsU/IunMJl8Xzq4/s72-c/kmud.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-4177530466410755494</id><published>2010-06-14T13:10:00.001+02:00</published><updated>2010-06-14T13:11:23.541+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poradniki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>Czy "Osobowość plus" jest na minus?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od pewnego czasu nachodzi mnie nieposkromiona chęć oddania własnej osoby w krzyżowy ogień pytań z testów psychologicznych. Rozmaitych. Będę szczera - uwielbiam to. Ja wiem, że większość z nich to głupoty rozmiaru Mount Everestu, ale mam do nich słabość. Ostatnio po raz drugi w życiu sięgnęłam po książkę &lt;b&gt;Florence Littauer&lt;/b&gt; pt. &lt;i&gt;&lt;b&gt;Osobowość plus&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TBYKeUUu1cI/AAAAAAAACq8/5OnCj-OrhIY/s1600/osobowosc.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TBYKeUUu1cI/AAAAAAAACq8/5OnCj-OrhIY/s400/osobowosc.jpg" width="250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;Na samym początku mamy przydługi teścik, który pozwoli nam określić, jakim typem temperamentu jesteśmy. Do wyboru mamy cztery: sangwinika, melancholika, choleryka i flegmatyka. Żaden nie jest traktowany pejoratywnie i na każdym kroku podkreśla się, że ludzie po prostu występują w czterech odmianach, nigdy zresztą stuprocentowo czystych. Zawsze zawierają bowiem większe lub mniejsze domieszki innych typów. Trzeba więc zanalizować podany w książce zbiór zalet i wad i wybrać te, które najbardziej nam odpowiadają.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Próbuję więc dopasować. Niech was ręka boska broni przed zrobieniem tego błędu, co ja, czyli przed wypełnieniem testu według wskazówek BEZ zaglądnięcia na koniec książki. Bo na końcu znajduje się wielce pomocny zbiór definicji podawanych w teście pojęć. Z tego zbioru możecie się dowiedzieć, że cecha pt. "meloman" nie jest tym, co myślicie, a ktoś opatrzony mianem "odludek" wcale nie musi od ludzi stronić. Oczywiście wypełnienie BEZ korzystania ze wskazówek końcowych i z korzystaniem z nich daje dwa kompletnie różne wyniki. Ale to szczegół, chodzi wszak o dobrą zabawę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdybym miała posłużyć się terminologią użytą w książce, mogłabym powiedzieć, że tylko towarzyski sangwinik mógł uporządkować książkę w tak bałaganiarski i idiotyczny sposób. Towarzyski sangwinik wszak ją napisał (Florence sama o sobie tak mówi), racyją więc mam, panie dzieju, no. Definicje pojęć powinny być oczywiście na początku, zaraz przy teście.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwszy raz rozwiązywałam teścik - uwaga - 14 lat temu. Teraz do niego wróciłam. I co? I oczywiście dwa kompletnie różne wyniki, przy czym obecny bliższy jest prawdzie (nie wiem, zaćmienie miałam w młodości czy jak? Pomroczność jasna mnie dopadła?). Jestem więc, myly państwo, połączeniem energicznego choleryka i perfekcyjnego melancholika, z dominującym cholerykiem właśnie. W to mi graj. Podoba mi się moja osobowość. Podoba mi się tym bardziej, że jeśli wierzyć słowom autorki, takie połączenie temperamentów czyni mnie osobą wręcz skazaną na sukces życiowy i należałoby się ogromnie zdziwić, jeślibym go nie odniosła. Bardzo mi przykro, Sidorowski. Cholerycy są zorientowani na cel i zrobią wszystko, żeby go osiągnąć, a perfekcyjny melancholik zadba o to, żeby całość była najwyższej próby. Ach, ach, ach, klękajcie narody. Pozostaje mi tylko ucieszyć się niezwykle jak towarzyski sangwinik i legnąć na kanapie, mrucząc jak kot wzorem spokojnego flegmatyka. Co niniejszym czynię. W przerwie pracowania na ten sukces właśnie. Howgh.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-4177530466410755494?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/4177530466410755494/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/06/czy-osobowosc-plus-jest-na-minus.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/4177530466410755494'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/4177530466410755494'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/06/czy-osobowosc-plus-jest-na-minus.html' title='Czy &quot;Osobowość plus&quot; jest na minus?'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TBYKeUUu1cI/AAAAAAAACq8/5OnCj-OrhIY/s72-c/osobowosc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-4498092035034183985</id><published>2010-06-11T13:12:00.001+02:00</published><updated>2010-06-11T13:14:29.539+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fantastyka'/><title type='text'>Alicja w krainie Disneya</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oglądnęłam Alicję w Krainie Czarów - najnowsze dziecko Tima Burtona. Oglądnęłam, dodajmy, po raz chyba czterdziesty szósty. Nie dlatego, że aż tak mnie zafascynował - choć nie powiem, zrobił na mnie spore wrażenie - ale dlatego, że moje dziecko bez przerwy domaga się, żeby jej puścić "bajeczkę o dziewczynce". Dla dwulatka niewychowawcze, wiem. Jestem jednak bezsilna wobec jej uwielbienia dla uśmiechniętego, znikającego kota.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TBIVftrWK7I/AAAAAAAACqc/StpOaghkPGA/s1600/alicja4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="287" src="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TBIVftrWK7I/AAAAAAAACqc/StpOaghkPGA/s400/alicja4.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Muszę przyznać, że efekty specjalne i sam pomysł, hmm, plastyczny rzucają na kolana. Świat Krainy Czarów jest niezwykle malowniczy, dziwny, niepokojący, tajemniczy. Nie można oderwać wzroku! Zmniejszająca się i rosnąca Alicja robi wrażenie, zwłaszcza jak dosiada psa, siedzi na kapeluszu u Kapelusznika czy podróżuje na dziwnym stworze, którego moje dziecko określa mianem lwa. A Absolem, gąsienica paląca fajkę (wodną!)? Pierwszorzędna i perfekcyjnie zaprojektowana! Mimika każdej z komputerowo wygenerowanych postaci jest dopracowana w najdrobniejszym szczególe. Naprawdę chapeux bas.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TBIZhJOGmQI/AAAAAAAACqk/K2ReUnZeUgQ/s1600/alicja3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TBIZhJOGmQI/AAAAAAAACqk/K2ReUnZeUgQ/s400/alicja3.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To nie jedyna zaleta filmu. Alicja w Krainie Czarów to właściwie sequel tej "właściwej" Alicji. Po trzynastu latach wraca oto dziewczę do dziwnego świata, wpadłszy, jak Pan Bóg przykazał, do króliczej nory. Panna już dorosła jest (właśnie zwiała z własnych zaręczyn - niechcianych, nawiasem mówiąc), a baśniowa kraina przeżywa nowe problemy. Problemy wiążą się z Czerwoną Królową, która okazuje się krwawą despotką, tyranizującą cały świat. Coś trzeba z nią zrobić i zadanie to ma wykonać właśnie nasza wyrośnięta Alicja.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;To jedna z najbardziej udanych "dwójek", jakie w życiu widziałam. Akcja niebanalna, bez dłużyzn i potrafi zaskoczyć, choć koniec i tak jest przewidywalny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TBIZoM-Z4EI/AAAAAAAACqs/9vvpo0PW5uU/s1600/alicja2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="225" src="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TBIZoM-Z4EI/AAAAAAAACqs/9vvpo0PW5uU/s400/alicja2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Warto też podkreślić grę aktorów. Helena Bonham Carter jako Czerwona Królowa jest rewelacyjna. Zupełnie dobrze spisała się też i sama tytułowa bohaterka (Mia Wasikowska). Rozczarował mnie nieco Johny Deep. Jako Szalony Kapelusznik jest nieco przerysowany.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TBIZ8cY8l0I/AAAAAAAACq0/Tz_Yz8F_az0/s1600/alicja.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="317" src="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TBIZ8cY8l0I/AAAAAAAACq0/Tz_Yz8F_az0/s400/alicja.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak czy inaczej film polecam. Wartkością akcji bije na głowę Avatara, efektami specjalnymi jakoś szczególnie od niego nie odbiega. Dobre i dla dzieci, i dla dorosłych.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-4498092035034183985?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/4498092035034183985/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/06/alicja-w-krainie-disneya.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/4498092035034183985'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/4498092035034183985'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/06/alicja-w-krainie-disneya.html' title='Alicja w krainie Disneya'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TBIVftrWK7I/AAAAAAAACqc/StpOaghkPGA/s72-c/alicja4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-1939279726894936427</id><published>2010-06-07T17:34:00.000+02:00</published><updated>2010-06-07T17:34:41.645+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Thriller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kryminał'/><title type='text'>Szwedzki film</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pochłonąwszy książkową wersję trylogii &lt;i&gt;&lt;b&gt;Millennium&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;, sięgnęłam po jej odpowiednik filmowy. Właściwie odpowiednik części pierwszej, czyli &lt;i&gt;&lt;b&gt;Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Tytuł filmowy to &lt;i&gt;&lt;b&gt;Dziewczyna z tatuażem smoka&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Ojapierdziu. Normalnie czeski film. Tfu, szwedzki film. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bo film jest produkcji szwedzkiej, grany po szwedzku i szwedzcy aktorzy się w nim udzielają. Może najpierw o zaletach. Film ma nastrojową, mroczną muzykę (che, che), a scenarzysta umiejętnie ominął wszelkie książkowe mielizny i kwestie, które autor książki, Stieg Larsson, traktuje zbyt drobiazgowo. Zostawił prawdziwy szkielet oskubany ze wszelkiego zbędnego mięska. Przyjemnie jest też dobrana odtwórczyni roli Lisbeth Salander. Właśnie tak sobie ową damę wyobrażałam. Do tego dochodzą przyjemne landszafty Skandynawii.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TA0QHe1STKI/AAAAAAAACqE/UruiCp-WZQU/s1600/the-girl-with-the-dragon-tattoo1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TA0QHe1STKI/AAAAAAAACqE/UruiCp-WZQU/s400/the-girl-with-the-dragon-tattoo1.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na tym niestety zalety się kończą. Podstawową wadą filmu jest to, że jeśli ktoś książki nie przeczytał, za cholerę nie zrozumie, o co w tym wszystkim biega. Tu jakiś proces, tu jakieś kwiatki na ścianie, tu cytaty biblijne odpowiadające kolejnym zbrodniom, tu jakaś młoda wytatuowana, która najpierw jest brutalnie gwałcona, a potem w najlepsze bzyka się ze sławnym dziennikarzem. Co jest?! Akcja skacze od wątku do wątku, a widz kompletnie nie nadąża. Gdybym najpierw oglądnęła film, zniechęciłabym się do książki okrutnie. Nie mówiąc już o tym, że nie byłoby po co czytać, bo wiedziałabym, kto jest mordercą.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powieść Larssona jest po prostu nieprzekładalna na język filmu w przeciwieństwie do przekładalności na język polski. Do tego poprzez swoją chaotyczność obraz staje się zwyczajnie nudny. Niech się Szwedzi lepiej zajmą Doliną Muminków lub inną Pippi Pończoszanką. Do kryminałów się kompletnie nie nadają. Przynajmniej do Larssona.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-1939279726894936427?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/1939279726894936427/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/06/szwedzki-film.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/1939279726894936427'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/1939279726894936427'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/06/szwedzki-film.html' title='Szwedzki film'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TA0QHe1STKI/AAAAAAAACqE/UruiCp-WZQU/s72-c/the-girl-with-the-dragon-tattoo1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-5501055956428119160</id><published>2010-05-31T13:59:00.000+02:00</published><updated>2010-05-31T13:59:47.162+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Thriller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kryminał'/><title type='text'>Thriller polityczny made in Sweden</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzecia część &lt;b&gt;trylogii Millennium&lt;/b&gt; rusza z kopyta. Nie ma czasu na się rozkręcanie, bo druga część urywa się nagle, a trzecia po prostu przejmuje pałeczkę w tej sztafecie. Akcja rwie do przodu niczym rumak czystej krwi arabskiej z żądzą zwyciestwa w oczach, po czym... wyhamowuje gwałtownie i dalej toczy się jak w wyścigu ślimaków winniczków.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TAOhEzJTOSI/AAAAAAAACp0/eoIgfj2Fmb0/s1600/larsson3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TAOhEzJTOSI/AAAAAAAACp0/eoIgfj2Fmb0/s400/larsson3.jpg" width="260" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zamek z piasku, który runął&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; jest najbardziej nasycony polityką z wszystkich trzech części. Nie ma innego wyjścia, skoro afera, z którą się zapoznajemy, zahacza o najwyższe kręgi władzy państwowej. L&lt;b&gt;isbeth Salander&lt;/b&gt; okazuje się niezmiernie niebezpiecznym choć małym trybikiem w tej całej maszynie. Wychodzi na to, że cała konstrukcja trzyma się na jednej śrubce. I właśnie ta śrubka postanowiła zawalczyć o swoje prawa. To musi się rozpierniczyć w drobny mak - pomyśli każdy. Czy rzeczywiście?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cała chryja z Lisbeth zamienia się w gigantyczną polityczną aferę, w której wiele osób ma bardzo wiele do stracenia. &lt;b&gt;Larsson&lt;/b&gt; siłą rzeczy musi nas wprowadzić w meandry władzy, zaznajomić z funkcjonowaniem i strukturą służb specjalnych, wyjaśnić, kto jest kim i po co. To skutkuje dłużyzną. Niestety. Akcja zwalnia i toczy się, toczy się, toczy się, toczy... Na koniec ponownie bierze się do roboty i przyspiesza, ale to nie wynagradza rozwleczonego środka. Poza tym akcja staje się przewidywalna, a dla kryminału to istotna wada.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy warto przeczytać? Mimo wszystko tak, warto. Człowiek będzie miał świadomość - po zgłębieniu dwóch poprzednich części - że dotarł do jakiegoś czytelniczego celu :-)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-5501055956428119160?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/5501055956428119160/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/05/thriller-polityczny-made-in-sweden.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5501055956428119160'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5501055956428119160'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/05/thriller-polityczny-made-in-sweden.html' title='Thriller polityczny made in Sweden'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/TAOhEzJTOSI/AAAAAAAACp0/eoIgfj2Fmb0/s72-c/larsson3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-8504270354695098276</id><published>2010-05-20T13:39:00.001+02:00</published><updated>2010-05-20T13:50:17.511+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Horror'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Thriller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Wyspa tajemnic, wyspa szaleństwa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Wyspa tajemnic&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; to jeden z tych filmów, które obejrzeć można tylko raz. Drugi raz nie daje takiej frajdy, ponieważ wszystko już wiemy.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S_UeIHmwAwI/AAAAAAAACpc/PBgmjCVRA_c/s1600/wyspa_tajemnic.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S_UeIHmwAwI/AAAAAAAACpc/PBgmjCVRA_c/s400/wyspa_tajemnic.jpg" width="266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest rok 1954. Na wyspę, na której znajduje się szpital dla psychicznie chorych o zaostrzonym rygorze (chorzy są jednocześnie sprawcami brutalnych przestępstw) przybywa dwóch policjantów. Mają za zadanie rozwikłać zagadkę zniknięcia Rachel Solando, pacjentki, która utopiła troje swoich dzieci. &lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Problem w tym, że placówka jest bardzo starannie strzeżona i niemożliwością jest wydostanie się z wyspy. W celi zostały nawet jej buty, wygląda więc na to, że zniknęła na boso i na dodatek przeniknęła przez ściany, bo cela była zamknięta. Została po niej jedynie tajemnicza karteczka z napisem "Kim jest 67".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wiadomo, czy prowadzący śledztwo &lt;b&gt;Teddy Daniels&lt;/b&gt; nadaje się do tego zadania. Sam jest obciążony traumą II wojny światowej, podczas której wyzwalał obóz koncentracyjny w Dachau. Nękają go bóle głowy, światłowstręt i halucynacje. Na dodatek w miarę rozwoju wydarzeń okazuje się, że nic nie jest takie, jak wydawało się na początku, wszystko ma drugie i trzecie dno, a rozwiązanie zagadki okazuje się szokujące w swej prostocie, choć kompletnie niespodziewane.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem zachwycona tym filmem, zwłaszcza wspaniałą rolą Leonardo di Caprio, który pokazał się z naprawdę męskiej strony. Miałam go do tej pory za rozkapryszonego amancika i gwiaździszcze z buzią, którą wszyscy jakimś cudem uznają za piękną. Przyznaję, że czas mu służy. Nie tylko role ma coraz lepsze, ale też z biegiem lat przystojnieje. Film jest przesmaczną ucztą kinomana, wciska w fotel od pierwszych sekund po napisy końcowe (cóż za sugestywna muzyka!). Okrucieństwo nie jest podane w prost, jest raczej zawoalowane. W napięciu trzyma sama atmosfera. Gorąco polecam!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-8504270354695098276?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/8504270354695098276/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/05/wyspa-tajemnic-wyspa-szalenstwa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/8504270354695098276'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/8504270354695098276'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/05/wyspa-tajemnic-wyspa-szalenstwa.html' title='Wyspa tajemnic, wyspa szaleństwa'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S_UeIHmwAwI/AAAAAAAACpc/PBgmjCVRA_c/s72-c/wyspa_tajemnic.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-3680937381410214511</id><published>2010-05-20T13:20:00.001+02:00</published><updated>2010-05-20T13:51:25.345+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kryminał'/><title type='text'>W czarnym kryminale czarne drugie dno</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Stieg Larsson&lt;/b&gt; nie zostawił w spokoju swoich bohaterów z pierwszej części trylogii Millenium. I dobrze. W drugiej części wchodzimy pod podszewkę ich prywatnego życia. A konkretnie życia Lisbeth Salander, bo Mikael Blomkvist już w pierwszej części pozwolił nam na obyczajowo-erotyczną wiwisekcję.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S_UY_WDA4pI/AAAAAAAACpU/bUjqTZZK4ic/s1600/Larsson2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S_UY_WDA4pI/AAAAAAAACpU/bUjqTZZK4ic/s400/Larsson2.jpg" width="253" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tytuł drugiej części - &lt;i&gt;&lt;b&gt;Dziewczyna, która igrała z ogniem&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; - odnosi się oczywiście do genialnej resercherki, która ujawnia nam swoje talenty matematyczne. Matematyka zajmuje część jej rozmyślań i zupełnie nie przeszkadza jej w zaplątaniu się w potrójne morderstwo, o które zostaje nagle oskarżona. W całym kraju rozpowszechnia się jej podobiznę zdobiącą list gończy. Lisbeth musi się kryć jak szczuta zwierzyna, a jednocześnie na własną rękę dąży do rozwiązania zagadki, by - co zrozumiałe - oczyścić się z zarzutów. Tylko czy jest w stu procentach niewinna? Oto jest pytanie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mrówczą robotę wykonuje też Kalle Blomkvist, który w odpowiednim momencie pojawia się jako deus ex machina. Policja prowadzi oczywiście swoje własne śledztwo i w wyniku tych potrójnych działań wychodzi na jaw mroczna przeszłość Lisbeth, którą ona niekoniecznie chciałaby ujawniać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książkę czyta się szybko, choć, moim zdaniem, autor mógłby darować sobie pewne dłużyzny. W każdym razie cegłę o pojemności ponad 600 stron łyka się piorunem. Polecam miłośnikom krwawych kryminałów.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-3680937381410214511?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/3680937381410214511/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/05/w-czarnym-kryminale-czarne-drugie-dno.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/3680937381410214511'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/3680937381410214511'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/05/w-czarnym-kryminale-czarne-drugie-dno.html' title='W czarnym kryminale czarne drugie dno'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S_UY_WDA4pI/AAAAAAAACpU/bUjqTZZK4ic/s72-c/Larsson2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-6867761640323450975</id><published>2010-05-12T13:04:00.001+02:00</published><updated>2010-05-20T13:52:01.245+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>Dom na klifie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Są takie domy, do których chętnie się wraca, i takie, o których chce się jak najszybciej zapomnieć. Dom to przecież nie budynek, tylko - jak głosi dobra skąd inąd reklama pewnej sieci komórkowej - coś, co tworzą sami ludzie. Rodzina to ludzie, którym nawzajem na sobie zależy. I nie ma znaczenia, czy łączą ich więzy pokrewieństwa czy tylko więzy instytucjonalne.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Dom na klifie&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; Moniki Szwai to oczywiście romans, ale już nie tak lekki jak to było w przypadku "Zapisków stanu poważnego". &lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Wątek miłosny jest, a jużci, ale pokręcony niemożebnie i niezwykle unieprawdopodobniony (rany, ale słowo). Jest to pewien atut, bo proste i oczywiste miłostki trącą kiczem, a tu kiczu nie ma ani odrobiny.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S-qKX6vyPuI/AAAAAAAACpE/X2705374Y-o/s1600/dom_na_klifie.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S-qKX6vyPuI/AAAAAAAACpE/X2705374Y-o/s400/dom_na_klifie.jpg" width="258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rzecz jest w tym, że oprócz romansu rozwijającego się gdzieś tam w tle (w tle!!), książka porusza sprawę domów dziecka i rodzinnych domów dziecka, które są instytucją zasadniczo różną od tych pierwszych. Mamy tam walkę zdesperowanej Zosi, panny, delikatnie mówiąc, puszystej, pracownicy państwowego domu dziecka o utworzenie własnego rodzinnego domu, w którym dałaby schronienie swojej grupie wychowanków. Kto nigdy nie zagłębiał się w meandry prawne towarzyszące takim poczynaniom, niech koniecznie sięgnie po tę książkę. Niestety Szwaja dobrze życie zna. Niestety najczęściej jest tak, jak opisuje, co po raz kolejny dowodzi, że jest myślącą babą i dobrą obserwatorką. Domem na klifie autentycznie się wzruszyłam. I to nie wątek miłosny łzy mi wycisnął, ale, hmm, brutalna wiwisekcja stanów uczuciowych wychowanków państwowego domu dziecka zarządzanego przez dyrektorkę, do której hobby należy znęcanie się psychiczne nad wszystkimi, którzy w jakiś sposób są od niej zależni. Ludzka bezduszność i okrucieństwo sprawiły, że nie mogłam tak spokojnie czytać tej książki. Rozszarpała mi wnętrze. Bez litości.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gorąco polecam wszystkim, którzy chcą pomyśleć o czymś ważkim, nie rezygnując jednocześnie z przyjemności lektury.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-6867761640323450975?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/6867761640323450975/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/05/dom-na-klifie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/6867761640323450975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/6867761640323450975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/05/dom-na-klifie.html' title='Dom na klifie'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S-qKX6vyPuI/AAAAAAAACpE/X2705374Y-o/s72-c/dom_na_klifie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-2415724288439050142</id><published>2010-05-05T14:50:00.002+02:00</published><updated>2010-05-20T13:52:24.344+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To właśnie lubię w książkach &lt;b&gt;Moniki Szwai&lt;/b&gt;. Jej bohaterki są niebanalne i perypetie, w jakie się pakują, niestandardowe. Jest dziennikarka, która dowiaduje się, że jest w ciąży, i ma problem, bo kandydatów do ojcostwa jest dwóch, przy czym żaden nie może poszczycić się mianem jej męża. Jest pozornie bezbarwna nauczycielka, która zakochuje się w ojcu swojego nastoletniego ucznia, co nie przeszkadza jej znaleźć się w łóżku z uroczym i szalonym młodym architektem. &lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;W &lt;b&gt;&lt;i&gt;Romansie na receptę&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; jest natomiast 48-letnia kobieta, którą z czystym sumieniem można nazwać dojrzałą. Kobieta wychowała już dwoje dzieci (bliźnięta) i poradziła sobie bez męża, który kilka lat po ślubie puścił ją kantem z pewną Norweżką, specjalistką od łososi. Poradziła sobie pomimo wykonywania zawodu dziennikarki telewizyjnej, który, jak wiadomo, jest dość absorbujący i charakteryzuje się nielimitowanym czasem pracy. Ta oto kobieta z przeszłością spotyka mężczyznę po przejściach, który nienawidzi wszystkiego, co się z telewizją wiąże, z racji tych przejść właśnie.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S-FndL-rITI/AAAAAAAACoQ/GPcc_q887wY/s1600/recepta.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S-FndL-rITI/AAAAAAAACoQ/GPcc_q887wY/s400/recepta.jpg" width="251" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli dodamy do tego szaloną rodzinkę z niezwykle upierdliwą bratową Helenką owładniętą manią medialnego promowania swojej nieziemsko uzdolnionej córeczki Marysi oraz Paulinę, koleżankę Bliźniąt, która jest w ciąży i jej chłopaka, a także księżną Lubecką z domu Korwin-Rzewuską, to nam wychodzi niezły galimatias. Czy w takich okolicznościach przyrody może wykluć się romans? Ha!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podczas czytania jak zwykle można uryczeć się po pachy. Zdania typu "ratrak okazał się stodołą na gąsienicach" sporo mówią o stylu pisarskim Szwai. Powiem krótko - bardzo mi on odpowiada. Wybaczam nawet to, że schemat kolejnych romansideł jest podobny, od razu wiadomo, jaki będzie koniec (to jest zresztą zaleta, nie wada w tego typu pozycjach) i bohaterowie się powtarzają, bo akcja często dzieje się w tym samym, telewizyjnym środowisku (ja akurat lubię takie kontynuacje). Kolejny inteligentny (!!) romans przeczytany.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-2415724288439050142?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/2415724288439050142/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/05/kobieta-z-przeszoscia-mezczyzna-po.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/2415724288439050142'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/2415724288439050142'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/05/kobieta-z-przeszoscia-mezczyzna-po.html' title='Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S-FndL-rITI/AAAAAAAACoQ/GPcc_q887wY/s72-c/recepta.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-5352399931898650211</id><published>2010-04-29T12:33:00.001+02:00</published><updated>2010-05-20T13:52:44.543+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>Nudziara nie przynudza</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lubię tę Szwaję. Za to, że jest w tak oczywisty sposób przewidywalna. Ależ tak, właśnie za to. Bo jest to przewidywalność inteligentna, a nie głupawa jak w telenowelach. Biorę do rąk jej książkę &lt;i&gt;&lt;b&gt;Jestem nudziarą&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S9lemBMpWoI/AAAAAAAACnI/Lao14EcniGA/s1600/nudziara.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S9lemBMpWoI/AAAAAAAACnI/Lao14EcniGA/s400/nudziara.jpg" width="257" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiadomo więc, że będzie kobieta, która będzie miała męski problem, będą przyjaciółki i/lub zwariowana rodzinka. Perypetie żeńskiej części książki będą zabawne, choć nie jakoś wybitnie skomplikowane, a całość zakończy się happy endem. I co? I voila!&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;30-latka, którą w żaden sposób nie można nazwać kobietą sukcesu traci właśnie pracę w dziekanacie, uciekając przed dobierającym się do niej dziekanem. Zaczyna pracować w szkole, gdzie rzeczywistość funduje jej mnóstwo niespodzianek. W dodatku ma dziwny zwyczaj podrywania nieznanych mężczyzn poprzez wylewanie im na spodnie zawartości swojego kieliszka. Z premedytacją, nie przez nieuwagę. Jej powierzchowność i ubiór daleko mają do atrakcyjności i... właśnie dlatego spotka ją w życiu wielka przygoda. Miłosna oczywiście.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Szwaję cenię jeszcze za jedną rzecz - jest mianowicie bardzo dobrą obserwatorką rzeczywistości. Uczyłam kiedyś w szkole, tak jak tytułowa nudziara i miałam wrażenie, że pisarka opisuje dokładnie to środowisko, z którym, krótko bo krótko, postawiłam nogę. Być może jest tak, że środowiska nauczycielskie w całej Polsce są jak klony - identyczne, ale niuanse może dostrzec wprawne oko. A Monika Szwaja oko ma wprawne.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książka &lt;b&gt;&lt;i&gt;Jestem nudziarą&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&amp;nbsp;(i inne pozycje tej autorki) to genialna rozrywka. Czytamy bez żadnego żenua, rozkoszujemy się dowcipnymi dialogami i opisami, czekamy na happy end, którego jesteśmy pewni i nie musimy przemęczać mózgownicy.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-5352399931898650211?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/5352399931898650211/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/04/nudziara-nie-przynudza.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5352399931898650211'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5352399931898650211'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/04/nudziara-nie-przynudza.html' title='Nudziara nie przynudza'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S9lemBMpWoI/AAAAAAAACnI/Lao14EcniGA/s72-c/nudziara.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-4949582901899494940</id><published>2010-04-26T15:18:00.006+02:00</published><updated>2010-05-20T13:53:07.196+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Historia'/><title type='text'>Wołoszański - mistrz prozy ryczanej</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tytuł mistrza poezji ryczanej jest już zarezerwowany. Dla kogo? A dla kogóżby innego? Dla Stachurskiego oczywiście. Proza jest jeszcze wolna, dlatego niniejszym pozwolę sobie koronować &lt;b&gt;Wołoszańskiego&lt;/b&gt; na króla prozy piórem ryczanej. A wszystko za sprawą jego książki &lt;b&gt;&lt;i&gt;Tamten okrutny wiek&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S9WY3r7IlxI/AAAAAAAACmY/I6BRnIiYGos/s1600/woloszanski.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5464441805334943506" src="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S9WY3r7IlxI/AAAAAAAACmY/I6BRnIiYGos/s400/woloszanski.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 400px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 274px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small;"&gt;c463a646563747c26e982a08abedbd60&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli ktoś się spodziewał, że to taka pisemna wersja &lt;b&gt;Sensacji XX wieku&lt;/b&gt;, to srogo się rozczaruje. Nie dlatego, że nie było takiego zamysłu. Zamysł był, przynajmniej przeziera między wierszami. Problem w tym, że realizacja kuleje. I to mocno.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydarzenia przedstawiane w książce są bardzo ciekawe i dla kogoś, kogo interesują mechanizmy przyczynowo-skutkowe kierujące światem, lektura będzie z pewnością wartościowa. Zrobiono jednak wszystko, by przyswajanie informacji odbywało się w niemałym trudzie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mistrzem prozy Wołoszański z pewnością nie jest. Styl jest ciężkawy, bo nie powiedzieć toporny. Toporność widoczna jest zwłaszcza w składni, w której nawet średnio zorientowany w polszczyźnie czytelnik jest w stanie wychwycić błędy. Sprawia to wrażenie, jakby było pisane na szybko. Może tak było? Składnia to jednak pikuś w porównaniu - o tempora, o mores! - z błędami interpunkcyjnymi i - proszę nie mdleć! - ortograficznymi. To już zapewne wina nie tyle samego Wołoszańskiego, ile skandalicznej korekty. Panowie korektorzy! I panie! "Nie" z imiesłowami przymiotnikowymi od dziesięciu lat piszemy łącznie! Zdania podrzędne powinny być oddzielane przecinkami z obu stron! Nie czepiam się. Stawiam minimalne wymagania edytorskie. Lektura traci na tym wprost niewyobrażalnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W porównaniu z telewizyjnymi Sensacjami XX wieku, które oglądało się czasem z zapartym tchem, książka przypomina nudny wykład prowadzony przez stetryczałego profesora z poważną wadą wymowy. Innymi słowy - nie przebrnęłam. Utknęłam na zamachu na Hitlera i nie dane mi było poznać kulis morderstwa prezydenta Kennedy'ego.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-4949582901899494940?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/4949582901899494940/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/04/wooszanski-mistrz-prozy-ryczanej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/4949582901899494940'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/4949582901899494940'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/04/wooszanski-mistrz-prozy-ryczanej.html' title='Wołoszański - mistrz prozy ryczanej'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S9WY3r7IlxI/AAAAAAAACmY/I6BRnIiYGos/s72-c/woloszanski.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-8721314956974323160</id><published>2010-04-15T11:15:00.006+02:00</published><updated>2010-05-20T13:53:31.309+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Thriller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kryminał'/><title type='text'>Krwawy kryminał z dalekiej Północy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No, może Północ nie jest taka daleka, bo okolice Sztokholmu, ale kryminał jest naprawdę smakowity. Autorem dzieła, które po krótkim rozkręcaniu się trzyma w napięciu od początku do końca, jest &lt;b&gt;Stieg Larsson&lt;/b&gt;. A mam na myśli pierwszą część trylogii &lt;b&gt;Millenium&lt;/b&gt;, czyli &lt;b&gt;&lt;i&gt;Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S8bcMP7_VbI/AAAAAAAACiI/psWHrUHBcaY/s1600/Larsson.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5460293701227992498" src="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S8bcMP7_VbI/AAAAAAAACiI/psWHrUHBcaY/s400/Larsson.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 400px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 263px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Już sam tytuł sygnalizuje, że nie będzie to grzeczna treść. I rzeczywiście. Znajdujemy tam opis wykorzystywania seksualnego, ze dokładnie opisaną sceną sadystycznego gwałtu włącznie. A to wcale nie jest apogeum zbrodni.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W czym rzecz? Znany dziennikarz śledczy - taka typowa gwiazda medialna - specjalizujący się w tematach gospodarczych, otrzymuje wyrok za zniesławienie. W ramach przymusowego urlopu, ale też dla zmiany klimatu i zebrania sił, by stawić jeszcze raz czoła oskarżeniom, przyjmuje nietypowe  zlecenie od leciwego miliardera, który swego czasu trząsł szwedzką gospodarką. Ma napisać kronikę rodzinną wielkiego rodu przemysłowców i wyjaśnić tajemnicze zniknięcie bratanicy miliardera, które miało miejsce 36 lat wcześniej. Policja przeprowadziła drobiazgowe śledztwo, sprawdzono wszelkie możliwe scenariusze, ale ciała nie udało się odnaleźć. Jak kamień w wodę. Czy Mikael Blumkvist jest w stanie wygrzebać coś jeszcze z odległej przeszłości? W poszukiwaniach pomaga mu genialna resercherka, która ma wyraźny problem z dostosowaniem się do obowiązujących norm społecznych. W pracy przyświeca jej motto, że każdy ma jakieś tajemnice, trzeba tylko umieć do nich dotrzeć. I baba rzeczywiście to potrafi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na okrasę mamy sporo seksu niekoniecznie małżeńskiego. Aż szkoda, że autor poprzestał na skromnych opisach.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gorąco polecam. 650-stronicową cegłę łyknęłam w dwa dni.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-8721314956974323160?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/8721314956974323160/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/04/krwawy-krymina-z-dalekiej-ponocy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/8721314956974323160'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/8721314956974323160'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/04/krwawy-krymina-z-dalekiej-ponocy.html' title='Krwawy kryminał z dalekiej Północy'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S8bcMP7_VbI/AAAAAAAACiI/psWHrUHBcaY/s72-c/Larsson.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-5757034283096086826</id><published>2010-04-08T21:28:00.001+02:00</published><updated>2010-05-20T13:54:00.594+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>Jak pogodzić ciążę, telewizję i brak męża?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest tak: pewna pani dziennikarka po trzydziestce dowiaduje się, że jest w ciąży. Nic wielkiego, no nie? Nie ona jedna. Problem w tym, że kandydatów na tatusiów jest dwóch i zanim się coś dalszego postanowi, trzeba najpierw dociec, kto jest stuprocentowym sprawcą ciąży. To tylko wierzchołek góry lodowej. Na całość problemów składa się tenże sprawca, brak męża, upierdliwy tatuś bohaterki, nieoczekiwany romans (ciężarnej!), szalona praca w TV i afera szprotkowa. &lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;Tak mniej więcej w skrócie można przedstawić powieść Moniki Szwai pt. &lt;b&gt;&lt;i&gt;Zapiski stanu poważnego&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S74rfr498vI/AAAAAAAACgY/8W5a1dh620g/s1600/zapiski.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S74rfr498vI/AAAAAAAACgY/8W5a1dh620g/s400/zapiski.jpg" width="280" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czytałam w szpitalu. Wróć - POŻARŁAM w szpitalu leżąc - o ironio - na podtrzymaniu. W ciąży. Ryczałam przy tym ze śmiechu, łoże się trzęsło, aż wzbudzało to niepokój współspaczek. Niepokój o kondycję psychiczną. Dawno się tak nie ubawiłam. &lt;b&gt;Szwaja&lt;/b&gt; uprawia styl orbitujący, moim zdaniem, między Chmielewską a Musierowicz, ze wskazaniem na tę pierwszą. Oczywiście nie ustrzegła się od niedociągnięć. Wszyscy bohaterowie mówią dokładnie tym samym językiem i brak im indywidualizmu. Końcówka przydługa i lekko nudnawa, choć czyta się miło. Całość utrzymana jest w konwencji pamiętnika z zapiskami dokonywanymi dzień po dniu przez (niecałe) dziewięć miesięcy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bardzo polecam wszystkim, którzy potrzebują nagłego wzrostu poziomu endorfin. To niezawodne lekarstwo na depresję ciążową i wszelkie obniżenia nastroju. Uwaga! Nie czytać od razu po cesarce! Przy książce pęka się ze śmiechu, a śmiech po cięciu cholernie boli. Wiem coś o tym :-)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-5757034283096086826?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/5757034283096086826/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/04/jak-pogodzic-ciaze-telewizje-i-brak.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5757034283096086826'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5757034283096086826'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/04/jak-pogodzic-ciaze-telewizje-i-brak.html' title='Jak pogodzić ciążę, telewizję i brak męża?'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S74rfr498vI/AAAAAAAACgY/8W5a1dh620g/s72-c/zapiski.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-1844869066893773849</id><published>2010-03-28T12:52:00.001+02:00</published><updated>2010-05-20T13:54:18.606+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szoł w tv'/><title type='text'>Tylko nas dwoje to o dwoje za dużo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Telewizornia przed emisją programu "&lt;i&gt;&lt;b&gt;Tylko nas dwoje&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;" powinna wyświetlić komunikat: tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Piły od II do VI, &lt;i&gt;Wzgórza mają oczy&lt;/i&gt; i tego typu atrakcje okazują się bajeczką w stylu &lt;i&gt;Reksia&lt;/i&gt; w porównaniu do horroru, który zapodaje nam Polsat i to nie po 23.00, tylko w porze największej oglądalności. Widziałam pierwszy odcinek, bo chciałam zobaczyć, co to za novum. I powiadam: nigdy więcej. Bo normalnie osiwiałam ze zgrozy.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S68tn8motCI/AAAAAAAACeA/T2moDbfpE78/s1600/tnd.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S68tn8motCI/AAAAAAAACeA/T2moDbfpE78/s400/tnd.jpg" width="266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Zdjęcie z oficjalnej strony programu tylkonasdwoje.polsat.pl&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zacznijmy od samego jury, w którym znalazła się Doda, jakiś aktor z 39 i pół (Karolak?) oraz Irena Santor. Doda - wiadomo - jak coś powie, można się nakryć nogami i jedynym jej celem jest szeroko pojęta autopromocja. Karolak - nie znam, Irena Santor - pani Irenko! Co Pani strzeliło do głowy, żeby ratować rangę jury?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teraz gwóźdź programu, czyli uczestnicy. Tytułowe dwójki tworzą profesjonalny wokalista czy wokalistka i ktoś z tzw. celebrytów. Mają za zadanie wspólnie odśpiewać jakąś piosenkę (w pierwszym odcinku był to przebój tegoż wokalisty). Sprowadza się to do tego, że artysta odwala główną robotę, a drugi element pary stanowi skromne tło, przebijające się gdzieniegdzie swoim mizernym głosikiem. Całość wygląda po prostu żenująco.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A skład? O ile pani Wachowiak ani mi ziębi, ani grzeje, tak samo Pudzian, który, skoro mógł tańczyć (i dojść do finału!), to może i zaśpiewać, o tyle uczestnictwo Krystyny Czubówny sprawiło, że uwierzyłam w widmo katastrofalnego kryzysu ekonomicznego. Pani Krysiu, na miłość boską! Czy Pani głodem przymiera? Dlaczego rozmienia Pani swoją legendę na drobne? I to w duecie z kim? Z mistrzem poezji ryczanej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S68xpVtmCII/AAAAAAAACeI/SRLnfWcvjb0/s1600/tylkonasdwoje2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="322" src="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S68xpVtmCII/AAAAAAAACeI/SRLnfWcvjb0/s400/tylkonasdwoje2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W roli wisienki na torcie występuje para prowadzących: Katarzyna Cichopek (która mówi o sobie, że jest ikoną telewizji - coś w tym sumie jest, jaka telewizja, taka ikona), której dowcip jak zwykle zdumiewa lekkością i polotem, oraz Mariusz Kałamaga z Łowców B., sprawiający wrażenie, jakby pomylił programy i starał się robić dobrą minę do złej gry. Brak Krzysztofa Ibisza, przyznaję, zbił mnie z pantałyku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Całość złożyła się na drętwe, przydługie szoł. Patrzyłam, patrzyłam i czułam zażenowanie. Obserwowanie, jak ktoś robi z siebie idiotę, jest naprawdę męczące. Uczucie jest mniej więcej to samo, jakbym przyszła na mszę i zobaczyła, że kapłan przy ołtarzu jest nawalony jak stodoła. Wstyd.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Polsat usprawiedliwiony jest w jednym - nie musi dbać o tzw. misję. Bo telewizja publiczna na przykład dba i w ramach tej dbałości zapodaje jakieś koszmarne wygibasy na lodzie. Już nie jeżdżą? No to jest nie mniej ambitne "Kocham cię, Polsko".&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-1844869066893773849?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/1844869066893773849/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/03/tylko-nas-dwoje-to-o-dwoje-za-duzo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/1844869066893773849'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/1844869066893773849'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/03/tylko-nas-dwoje-to-o-dwoje-za-duzo.html' title='Tylko nas dwoje to o dwoje za dużo'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S68tn8motCI/AAAAAAAACeA/T2moDbfpE78/s72-c/tnd.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-777551584448434333</id><published>2010-03-13T15:06:00.001+01:00</published><updated>2010-05-20T13:54:36.105+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Publicystyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Felieton'/><title type='text'>Ogólna teoria wszystkiego nie jest do niczego</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chyba nie ma lepszego tytułu na zbiór felietonów na tematy różniste jak właśnie "&lt;b&gt;&lt;i&gt;Ogólna teoria wszystkiego&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;". Takie miano nosi książka &lt;b&gt;Igora Zalewskiego&lt;/b&gt;, która &amp;nbsp;zawiera jego wypociny - piszę "wypociny" z czułym uśmiechem, puszczając oko - ukazujące się na łamach &lt;i&gt;Dziennika&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Przekroju&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Playboya&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Polska The Times&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S5uPpQkK7mI/AAAAAAAACbQ/EtPSqwFTFyI/s1600-h/ogolna-teoria-wszystkiego.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S5uPpQkK7mI/AAAAAAAACbQ/EtPSqwFTFyI/s400/ogolna-teoria-wszystkiego.jpg" width="263" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ja znam Igora Zalewskiego z kultowej już rubryki &lt;i&gt;Wprost&lt;/i&gt;&amp;nbsp;"Z życia koalicji - Z życia opozycji", od której zawsze zaczynam lekturę tygodnika, dlatego miło mi było, że mogłam spojrzeć na niego również z innej strony. Nigdy wcześniej nie czytałam felietonów hurtem i byłam przekonana, że - jak mówią bracia Czesi - to se ne da. Że to trzeba dawkować z umiarem jak nalewkę z pigwy, bo pita litrami nie tylko zwala z nóg, ale jeszcze gdzieś ulatuje jej niepowtarzalny smak. Okazuje się jednak, że nie tylko można łyknąć całość za jednym posiedzeniem, to jeszcze daje to niesamowitą frajdę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A frajda jest dlatego, że Zalewski ma taki styl pisania, który lubi się czytać. Nie chodzi tylko o lekkie pióro i poczucie humoru. Chodzi o dystans do siebie samego i świata, brak napuszenia i brak tendencji do ferowania jedynie słusznych poglądów. Jak sam o sobie pisze, nie zna się absolutnie na niczym, dlatego mógł zostać jedynie politykiem albo dziennikarzem. Wybrał to drugie. I dobrze zrobił.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niezależnie więc, czy pisze o płci niewieściej, schabowym czy o kursie złotego, robi to z polotem, humorem i - co tu dużo mówiąc - z wielką gracją.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ogólną teorię wszystkiego polecam na wieczory (koniecznie z lampką wina), na drogę do pracy (felietony mają góra dwie strony, nawet jeśli jedziesz dwa przystanki tramwajem, zdążysz przeczytać), na plażę, do wanny - wszędzie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-777551584448434333?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/777551584448434333/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/03/ogolna-teoria-wszystkiego-nie-jest-do.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/777551584448434333'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/777551584448434333'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/03/ogolna-teoria-wszystkiego-nie-jest-do.html' title='Ogólna teoria wszystkiego nie jest do niczego'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S5uPpQkK7mI/AAAAAAAACbQ/EtPSqwFTFyI/s72-c/ogolna-teoria-wszystkiego.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-5309233348104989228</id><published>2010-03-07T01:25:00.001+01:00</published><updated>2010-05-20T13:54:57.003+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Thriller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Siekiera, jacht i tajemnica</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zazwyczaj w porze puszczania przyzwoitych filmów w telewizorni spoczywam już w objęciach Morfeusza (niech ktoś mi powie, dlaczego coś, co w ogóle da się oglądać, leci po 23.00?), ale tym razem jakoś tak się złożyło, że drzemkę zaliczyłam wcześniej w ramach usypiania dziecka (rodzic zasypia najpierw, to oczywiste), a potem spojrzałam na ekran i... wciągnęło mnie.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Film nosił tytuł Przekleństwo wyspy i grał w nim jeden z moich ulubionych aktorów, Sean Penn. Grała też Elizabeth Hurley, ale raczej w roli tzw. paprotki tudzież kwiatka do kożucha, choć nie bez wpływu na fabułę.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S5Lt6wfog3I/AAAAAAAACYQ/zdf_N_qls8E/s1600-h/wyspa.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="267" src="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S5Lt6wfog3I/AAAAAAAACYQ/zdf_N_qls8E/s400/wyspa.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O co biega? Bracia ze swoimi towarzyszkami życiowymi wybrali się jachtem, by połączyć przyjemne z pożytecznym. Oprócz zużywania kilogramów olejków do opalania, chcą rozwikłać zagadkę nietypowej zbrodni popełnionej w XIX wieku na nieodległej wyspie. Morderstwo z przeszłości jest podobne do współczesnego, które jeden z bohaterów (Penn) bada.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W 1873 roku troje imigrantów przybywa z Norwegii do Ameryki. Wraz z bezdzietnym małżeństwem mieszkającym w ubogim domu nad brzegiem morza zamieszkuje brat głównej bohaterki tamtych wydarzeń razem z żoną oraz siostra.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S5Lw7yC4alI/AAAAAAAACYY/KMko9TWkaRQ/s1600-h/wyspa2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="305" src="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S5Lw7yC4alI/AAAAAAAACYY/KMko9TWkaRQ/s400/wyspa2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dodatkowo pod dach trafia również przyjaciel pana domu, niezłe ziółko, jak się potem okazuje. W domu iskrzy. Od skrywanych namiętności i skrywanych tajemnic. Jest romans, który nie ma odwagi się wykluć, jest samotność, są traumatyczne przeżycia z przeszłości i odporność psychiczna, która jest na wyczerpaniu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Iskrzy również na współczesnym jachcie. Ponętna Elizabeth wyraźnie wzięła sobie za cel swojego (przyszłego?) szwagra i wypróbowuje na nim swoje wdzięki. Czy dochodzi do zdrady? Nie wiadomo, w każdym razie atmosfera gęstnieje z każdą chwilą i niemal można siekierę zawiesić.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Siekiera to zresztą narzędzie zbrodni w historii z XIX wieku.Wkrótce po przybyciu na wyspę ginie bratowa głównej bohaterki (zamordowana siekierą) i jej siostra. Morderca po fakcie spokojnie wypija herbatę.O zbrodnię oskarżono przyjaciela domu, który w niewybredny sposób smolił cholewki do głównej bohaterki. Czy jednak jego wina jest taka pewna?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Thriller naprawdę wciąga. Nie mam pojęcia, dlaczego zdecydowano się na emisję po 23.00. Nie zawiera brutalnych scen (przynajmniej nie bardziej brutalnych niż to, co potrafi lecieć o 20.00), a warto zawiesić oko na świetnie grających aktorach (i niekoniecznie chodzi tu o wdzięki żeńskiej części ekipy). Film przegrał jednak z jakimś innym, który mieliśmy okazję oglądać po raz piętnasty.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W każdym razie cieszę się, że Morfeusz zdecydował się zaczekać. To była prawdziwa frajda.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-5309233348104989228?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/5309233348104989228/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/03/siekiera-jacht-i-tajemnica.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5309233348104989228'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5309233348104989228'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/03/siekiera-jacht-i-tajemnica.html' title='Siekiera, jacht i tajemnica'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S5Lt6wfog3I/AAAAAAAACYQ/zdf_N_qls8E/s72-c/wyspa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-5151410781512076802</id><published>2010-03-02T23:02:00.002+01:00</published><updated>2010-05-20T13:55:23.735+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><title type='text'>Fucha pani w obuwniczym</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dobry tekst piosenki działa na mnie jak dobra kawa. Nawet lepiej. Pobudza do życia, wstrzykując w żyły dawkę energii i optymizmu. I to zupełnie legalnie i zdrowo. Tak właśnie działa na mnie tekst piosenki zespołu &lt;b&gt;&lt;i&gt;Pogodno&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; pt. &lt;i&gt;Pani w obuwniczym&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tekst jest zaiste bardzo krótki i nawet osoba mająca poważne problemy z pamięcią krótko- czy długotrwałą nie będzie miała żadnych problemów z nuceniem przy goleniu (myciu/praniu/pod prysznicem/whatever). Tekst mianowicie brzmi, cytuję:&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: purple;"&gt;Pani w obuwniczym miała taki ruch, że aż się jej buty rozeszły.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Koniec cytatu. Po prostu urzeka mnie gra słów i dowcip całego zdania. Co to znaczy, że się jej buty rozeszły? Można wymienić ze trzy opcje znaczeniowe. Kocham takie gierki. A zatem na pogodę ducha - Pogodno.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object height="295" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/2sRQDXDby54&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/2sRQDXDby54&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-5151410781512076802?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/5151410781512076802/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/03/fucha-pani-w-obuwniczym.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5151410781512076802'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5151410781512076802'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/03/fucha-pani-w-obuwniczym.html' title='Fucha pani w obuwniczym'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-1995877102133689959</id><published>2010-02-27T13:53:00.001+01:00</published><updated>2010-05-20T13:55:44.361+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><title type='text'>Żyję w takim kraju...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Strachy Na Lachy&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; to kolejna kapela, której dźwięki mile łechcą mój przewód słuchowy od ucha zewnętrznego po wewnętrzne i mózg we własnej osobie. Muzyka - taka, jaką lubię, niebanalna. Zbiór nut (który wszak nie zawsze oznacza melodię) to jednak pikuś. Ważne są teksty. Co prawda część z nich brzmi, jakby twórca (Grabaż) był nieco ujarany, tym nie mniej mile odróżniają się od zalewającego nas zewsząd grafomaństwa.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatnio radyja wszelakie (no, nie wszelakie, w takiej Esce nie uświadczysz w Radiu Zet czy RMF FM też nie, ale Eska Rock już puszcza) zapodają piosenkę &lt;b&gt;&lt;i&gt;Strachów...&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; pt. &lt;i&gt;Żyję w kraju&lt;/i&gt;. Bardzo przypadła mi do gustu. Nie dlatego, żebym się zgadzała z każdą literą, bo się nie zgadzam, i nie dlatego, żebym podzielała wisielczo-katastroficzne nastawienie do rzeczywistości, bo nie podzielam, ale utwór (bo nie boję się tego nazwać utworem) ma w sobie coś. Mnie wciąga.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poniżej teledysk w wersji nieocenzurowanej niestety. Niestety, dlatego że ocenzurowana lepiej brzmi. Nie lubię i nie używam wulgaryzmu, który tam pada, ale nie o to chodzi. Naprawdę lepiej wygląda z niedopowiedzeniem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A zatem &lt;i&gt;mam wycięte na czole od chwili poczęcia: żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w ch... za moją kasę.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object height="295" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/m00udFijVf0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/m00udFijVf0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;center&gt;&lt;/center&gt;&lt;/center&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-1995877102133689959?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/1995877102133689959/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/zyje-w-takim-kraju.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/1995877102133689959'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/1995877102133689959'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/zyje-w-takim-kraju.html' title='Żyję w takim kraju...'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-5213469828242399054</id><published>2010-02-25T01:28:00.001+01:00</published><updated>2010-05-20T13:56:14.300+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Katolicka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>Dyskretne zaglądanie pod sutannę</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To takie bardzo charakterystyczne dla polskiej rzeczywistości, że jeśli chcemy dowiedzieć się czegoś konkretnego o życiu księży, to trzeba sięgnąć po książkę pisaną przez osobę świecką. Nie ma najmniejszych szans, żeby spod pióra faceta w czarnej sukience wyszła powieść traktująca o blaskach i cieniach kapłaństwa. Właśnie bez pomijania tych cieni. Z książki &lt;b&gt;Jana Grzegorczyka&lt;/b&gt; &lt;i&gt;&lt;b&gt;Adieu. Przypadki księdza Grosera&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; dowiemy się więc o problemie samotności wśród księży, o problemie z alkoholem, z nierównym traktowaniem przez hierarchów kościelnych, z bardzo świeckim podkładaniem sobie świni, o problemie z kobietami w końcu.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S4XAQLFZ9VI/AAAAAAAACR4/PIv5sm89RdM/s1600-h/Adieu-Przypadki-ksiedza-Grosera-Tom-1_Jan-Grzegorczyk.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S4XAQLFZ9VI/AAAAAAAACR4/PIv5sm89RdM/s400/Adieu-Przypadki-ksiedza-Grosera-Tom-1_Jan-Grzegorczyk.jpg" width="282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że mamy do czynienia z antyklerykalnym betonem. Grzegorczyk przedstawiając problemy, które przecież tyle razy obijają się nam o uszy, pokazuje jednocześnie bardzo ludzką walkę i staranie o utrzymanie celibatu, o wyjście z twarzą, o wypełnienie powołania czy w końcu o znalezienie sensu życia w kapłaństwie. Pokazuje, że kapłaństwo z długim stażem jest jak małżeństwo - po jakimś czasie trzeba sobie na nowo przypomnieć, dlaczego właściwie się pobraliśmy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Brawa zatem dla autora za głośne poruszenie tego, o czym wielokrotnie rozmawiamy pokątnie ("a moja koleżanka wyszła za księdza i mają dwoje dzieci" itp.). Brawa za przedstawienie księdza w sposób bardzo ludzki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Minus powieści to jej język. Rozumiem intencję ewangelizacyjną, ale, na Boga, normalni ludzie nie posługują się takim językiem, a już na pewno nie walą do siebie sentencjami niczym z dział armatnich. Bohaterowie nie mają najmniejszych problemów z przytoczeniem z pamięci dość długich passusów różnorakich wartościowych dzieł. Mówią do siebie językiem czasem tak natchnionym, że aż się słabo robi. Nie mówiąc już o tym, że żaden ksiądz przedstawiony w powieści ani razu nie posłużył się wulgaryzmem. Nieprawdopodobne. Skoro mają być takimi samymi ludźmi jak świeccy, tylko z inną misją, to nie wierzę, żeby nigdy nie wyrwało im się jakieś "kurde" czy "cholera jasna".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rozbrajające są też sytuacje, kiedy dana osoba przychodzi do księdza lub vice versa i po szybkim przejściu na ty przystępuje do otworzenia swojej duszy na oścież. Litości.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mimo tego zatem, że księża w książce są ludźmi z krwi i kości, to jednak język, jakim się posługują, skutecznie trzyma ich na dystans od świeckiej trzody. No, ale ja się na księżach nie znam, mogę więc się mylić.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy warto przeczytać? Warto. Na pewno ubogaca.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-5213469828242399054?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/5213469828242399054/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/dyskretne-zagladanie-pod-sutanne.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5213469828242399054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5213469828242399054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/dyskretne-zagladanie-pod-sutanne.html' title='Dyskretne zaglądanie pod sutannę'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S4XAQLFZ9VI/AAAAAAAACR4/PIv5sm89RdM/s72-c/Adieu-Przypadki-ksiedza-Grosera-Tom-1_Jan-Grzegorczyk.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-8580815677590394472</id><published>2010-02-23T23:58:00.002+01:00</published><updated>2010-05-20T13:57:05.153+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Thriller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>Marina i czarny motyl</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Coś ma w sobie ten &lt;b&gt;Carlos Ruiz Zafón&lt;/b&gt;, że sięgnęłam po kolejną jego książkę. Ba, pożarłam w ciągu jednego dnia. &lt;b&gt;&lt;i&gt;Marina&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; mimo irytującej maniery, od której pisarz zapewne się nie uwolni, bo jest ona jego znakiem rozpoznawczym jak linie papilarne, bardzo mi się podobała.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S4RaYt55AgI/AAAAAAAACRg/I9wGfPUCVUI/s1600-h/marina350.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S4RaYt55AgI/AAAAAAAACRg/I9wGfPUCVUI/s400/marina350.jpg" width="267" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Irytująca maniera polega na nieco ekstatycznym i przesyconym emocjami stylu pisania. Ma się wrażenie, jakby bohater książki na widok kobiety generował z siebie fontanny łez wzruszenia i składał dzięki niebiosom za cud natury, jakim jest płeć piękna. Jeśli jednak to pominąć, to mamy w rękach kawał dobrego pisarstwa.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mocną stroną Zafona jest kreowanie atmosfery. Mimo że akcja dzieje się w latach 80. XX wieku, ma się wrażenie, jakby przebiegała kilkadziesiąt lat wcześniej. Nostalgia, tęsknota za Barceloną nieodwołalnie odchodzącą do przeszłości, zaniedbane i porzucone secesyjne pałacyki, zapomniane cmentarze, ludzie żyjący poza głównym nurtem - to wszystko buduje niepowtarzalny klimat, który, co tu mówić, uwodzi, ot co. I mimo &amp;nbsp;że odwiedzanie starego cmentarza i śledzenie tajemniczej damy w czarnej sukni i woalce na twarzy trąci kiczem, to jednak uwodzi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nostalgia to jedna strona medalu. Z drugiej otrzymujemy wcale krwawą jatkę, a soczystych opisów morderstw nie powstydziłby się nasz Marek Krajewski. Tajemnicze zbrodnie, pierwsza miłość 15-latków, &amp;nbsp;Barcelona z dawnych lat i historia chorego do szpiku kości związku tworzą niezły koktajl. Czy strawny? Dla mnie tak. Jak najbardziej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-8580815677590394472?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/8580815677590394472/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/marina-i-czarny-motyl.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/8580815677590394472'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/8580815677590394472'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/marina-i-czarny-motyl.html' title='Marina i czarny motyl'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S4RaYt55AgI/AAAAAAAACRg/I9wGfPUCVUI/s72-c/marina350.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-7072652255623749683</id><published>2010-02-21T23:05:00.002+01:00</published><updated>2010-05-20T13:57:23.701+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Katolicka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>Placebo z krzyżykiem</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Szymona Hołownię&lt;/b&gt; każdy zna. Przynajmniej każdy, kto oglądał program &lt;i&gt;Mam talent&lt;/i&gt;, gdzie ów człowiek do spóły z Marcinem Prokopem wcale zgrabnie radził sobie z nietypową konferansjerką. Duecik faktycznie był z pieprzykiem, przy czym zaangażowanie religijne Hołowni (tego niższego) niejednokrotnie było wzmiankowane. W formie żartów rzecz jasna, bo przecież nie na serio. Postać współprowadzącego wydała mi się jednak na tyle sympatyczna, że kiedy zaproponowano mi przeczytanie jego książki pt. &lt;b&gt;&lt;i&gt;Tabletki z krzyżykiem&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, bez namysłu skorzystałam.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S4GoBAxoHKI/AAAAAAAACQQ/waHBvzZYHO8/s1600-h/tabletki.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S4GoBAxoHKI/AAAAAAAACQQ/waHBvzZYHO8/s400/tabletki.jpg" width="285" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z pewnością warto odnotować, że &lt;b&gt;Hołownia&lt;/b&gt; ma niezwykle plastyczny i lekki styl pisania. Książkę się pochłania piorunem i człowiek przestaje nawet zauważać zaniepokojony wzrok współpasażerów komunikacji miejskiej, którzy korzystają z tłoku, czytają człowiekowi przez ramię. Myślałam, że spotkam się z tępym typowo, pardon le mot, polsko-katolickim pierniczeniem w stylu tak ekstatycznym, że odbierającym ochotę na jakiekolwiek praktyki religijne na najbliższych dziesięć lat. Nic bardziej błędnego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uwagę przykuwają przede wszystkim tytuły minirozdziałów:&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Czy Jezus puścił z torbami firmę rybną apostołów?&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Dlaczego Jezus wyglądał jak hippis?&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Czym różni się dusza od karty SIM?&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Czy niebo to wieczny orgazm?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Aż chce się zgłębić treść. I co w tej treści? No właśnie, tematyka jest i mocną, i słabą stroną tej książki. Przyjemnie się to czyta i miło się dowiedzieć, czy nerka dawcy należy po zmartwychwstaniu do dawcy czy do biorcy organu, ale... nie jest to rząd problemów, który mnie nurtuje. Mnie, katoliczki rozczarowanej Kościołem jako instytucją, bezskutecznie szukającej swojego trybika w tej wielkiej machinie, próbującej odnaleźć jakieś ocieplenie wizerunku, który tak mnie razi. Książka będzie szczególnie przydatna albo uczniom gimnazjo-liceów, których nurtują te ciekawe, aczkolwiek kompletnie nieprzydatne życiowo problemy (zwłaszcza kwestia orgazmu wydaje się intrygująca), albo osobom wierzącym, które nie mają problemu ze swoją przynależnością do Kościoła i wiary katolickiej, a chcą po prostu spojrzeć na swoją wiarę z innego świeckiego punktu widzenia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Świeckość Hołowni jest tu zaletą nie do przecenienia. Widać, że jest to człowiek mocno osadzony w rzeczywistości i natchnione pierdu-pierdu jest mu naprawdę obce. I dobrze. Jestem mu wdzięczna za przedstawienie sprawy czyśćca i nieba, z którymi się jeszcze nie spotkałam (heloł! przez 34 lata życia nie słyszałam tego w kościele! To po co tam chodzę?), ale odpowiedzi na nurtujące mnie pytania nie znalazłam. Moje rozczarowanie Kościołem wynika głównie z instytucji spowiedzi (z traumy spowiedzi, można powiedzieć), a o tym niestety Hołownia milczy. Dobra, jest usprawiedliwiony, sam na wstępie napisał, że nie o tym ta książka będzie. Poza tym w kilku decydujących momentach rozwiązania problemu upatruje w słowach "w tym momencie po prostu zaczyna się wiara". No dobrze, ale to nie jest odpowiedź na pytanie. A przecież tego szukałam.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tabletki z krzyżykiem okazały się placebo z krzyżykiem. Tym niemniej polecam. Zwłaszcza że to prztyczek w nos dla ludzi w sutannach. Dlaczego zdrowego przedstawienia problemów wiary muszę szukać u świeckich?!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-7072652255623749683?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/7072652255623749683/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/placebo-z-krzyzykiem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/7072652255623749683'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/7072652255623749683'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/placebo-z-krzyzykiem.html' title='Placebo z krzyżykiem'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S4GoBAxoHKI/AAAAAAAACQQ/waHBvzZYHO8/s72-c/tabletki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-2236215865509860157</id><published>2010-02-19T09:29:00.002+01:00</published><updated>2010-05-20T13:57:44.524+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Vancouver'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sport'/><title type='text'>Zjazd po śmierć i kalectwo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Śmierć to zawsze dobry news. Przyciąga. A &lt;b&gt;śmierć na olimpiadzie&lt;/b&gt; przyciąga podwójnie. I oto cały świat miał okazję zaobserwować, jak gruziński saneczkarz przy prędkości przekraczającej 140 km/h wypada z toru, zostawiając na nim samotne sanki, i z impetem roztrzaskuje się o słup. &lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object height="295" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/oYCUj-VwWds&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/oYCUj-VwWds&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Reanimacja nic nie daje i saneczkarz umiera.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kilka dni później mamy narciarstwo alpejskie i konkurencję zjazdu kobiet. Co jakiś czas obrazek ten sam. Narciarka wylatuje jak z procy i ryp! Fruwają narty, fruwa kask, a ona sama jak bezwładny kawał mięsa sunie po trasie w dół, aż zatrzymuje się na bandzie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W obu tych sytuacjach zadałam sobie to samo pytanie: po jaką cholerę? Po co dążymy za wszelką cenę do przekroczenia ludzkich możliwości, aż po łamanie praw przyrody? Jaki ma sens konstruowanie toru saneczkarskiego, na którym osiąga się prędkości bliskie 150 km/h? Jaki sens ma zjazd na krechę, kiedy najdrobniejszy błąd grozi upadkiem i spędzeniem reszty życia jako znana i popularna roślina? Czy nie czas się zatrzymać w drodze po rekordy prędkości? Czy nie czas powiedzieć sobie "stop"? Kompletnie daliśmy się zwariować. Superszybkie narty, superszybkie tory, superszybkie sanki. Superłatwa śmierć.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-2236215865509860157?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/2236215865509860157/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/zjazd-po-smierc-i-kalectwo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/2236215865509860157'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/2236215865509860157'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/zjazd-po-smierc-i-kalectwo.html' title='Zjazd po śmierć i kalectwo'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-6118596794113237040</id><published>2010-02-14T09:34:00.003+01:00</published><updated>2010-05-20T13:58:03.640+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Vancouver'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sport'/><title type='text'>Srebro dla Małysza, złote usta dla Szaranowicza</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No, to mamy srebro. &lt;b&gt;Adam Małysz&lt;/b&gt; wywalczył je w skokach na skoczni normalnej na początku olimpiady zimowej 2010 w &lt;b&gt;Vancouver&lt;/b&gt;. Starał się chłopak, jak to on zawsze potrafi, leciał wysoko, ale to wszytko pikuś w porównaniu z ekwilibrystyką słowną Włodzimierza Szaranowicza.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S3ez_-LBHPI/AAAAAAAACOo/GtmAGNt-l5M/s1600-h/srebrny_malysz.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="291" src="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S3ez_-LBHPI/AAAAAAAACOo/GtmAGNt-l5M/s400/srebrny_malysz.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Komentator już na samym początku zawodów palnął esej na temat stanu polskiego narciarstwa ze szczególnym uwzględnieniem wiekopomnej roli skoczka z Wisły. Orły, sokoły, herosy w białoczerwonych barwach fruwały pod niebem i w ramach kropki nad "i" należało już tylko paść na kolana i z twarzą zalaną łzami ekstatycznym głosem ryknąć pod niebiosa "Alleluja"! Poważnie obawiam się o zdrowie pana Szaranowicza. Kolejny konkurs skoków może przypłacić zawałem. Obawiam się też o jego świadomość religijną. Już tylko krok dzieli go od wezwania do budowania świątyń dla Adama Małysza.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Adam wielkim sportowcem jest i nikt tego nie neguje, ale zamiast wzniosłych metafor przez pół konkursu chciałabym w końcu usłyszeć jakieś konkrety na temat sportowych zmagań. Jakaś analiza sytuacji na skoczni? &amp;nbsp;Przybliżenie sylwetek innych zawodników? Cokolwiek o zawodach, a nie tylko o gwieździe zarannej jaśniejącej na nieboskłonie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uwielbiam skoki. Ale jeśli Szaranowicz będzie komentował również zawody na dużej skoczni, to wyłączę fonię. Niniejszym się odgrażam.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-6118596794113237040?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/6118596794113237040/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/srebro-dla-maysza-zote-usta-dla.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/6118596794113237040'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/6118596794113237040'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/srebro-dla-maysza-zote-usta-dla.html' title='Srebro dla Małysza, złote usta dla Szaranowicza'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S3ez_-LBHPI/AAAAAAAACOo/GtmAGNt-l5M/s72-c/srebrny_malysz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-4851304858373834762</id><published>2010-02-12T16:56:00.001+01:00</published><updated>2010-05-20T13:58:21.044+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>Janice Gentle i seks</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książkę otrzymałam z dobrodziejstwem inwentarza Twojego Stylu sprzed iluś tam lat. Ponieważ &lt;b&gt;Twój Styl&lt;/b&gt;, który jakimś cudem wtedy nawet prenumerowałam, był kompletnie nie do czytania przez swą szanowną nadętość, pomyślałam sobie, że nie ma co się zabierać za książkę, która jest do niego dodatkiem. Leżała więc sobie przed dłuższy czas dziewiczo nieprzeglądnięta. O jakżeż się myliłam!&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S3V3om0XiBI/AAAAAAAACOQ/VtGDpXuNro4/s1600-h/janice.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S3V3om0XiBI/AAAAAAAACOQ/VtGDpXuNro4/s400/janice.jpg" width="255" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To jedna z bardzo niewielu komedii romantycznych (że tak to filmowo ujmę), które zdobyły uznanie w moich oczach. Drugą jest &lt;i&gt;Dziennik Bridget Jones&lt;/i&gt;. Bohaterką książki jest podstarzała stara panna (pisząc "podstarzała" nie mam na myśli singielki w wieku lat 30), która wiedzie sobie żywot cichy i spokojny, a jedyne, co płodzi, to powieści romantyczne. Do szuflady. Pewnego dnia postanawia jednak wysłać jedno ze swoich dzieł na konkurs. Okazuje się, że książka robi niebywałą furorę i kobiety wręcz zabijają się, by ją mieć. Janice nie domyśla się nawet, jakie zamieszanie wywołała, bo jej agentka skutecznie przed nią ukrywa co większe rewelacje, nabijając przy tym swoją przepastną kieszeń. Janice marzy, by odnaleźć mężczyznę swojego życia, w którym nieszczęśliwie zadurzyła się 20 lat temu i który przepadł z jej życia zaraz po tym zadurzeniu. Pewnego dnia przedstawicielka nowojorskiego wydawnictwa przyjeżdża, żeby namówić pannę Gentle, żeby w swych powieściach umieściła seks, bo do tej pory były z niego wyprane. No dobrze, tylko jak, skoro o seksie pojęcia najzwyczajniej nie ma? I wtedy wydarzenia ruszają z kopyta.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Janice Gentle i seks&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; wyciska fontannę łez ze śmiechu. Jest w niej coś z angielskiego humoru, jest happy end, są zaskakujące wydarzenia, jest zupełnie niestandardowe podejście do miłości. Czyta się ją fantastycznie. Muszę sięgnąć po coś jeszcze pani Mavis Cheek. Np. &lt;i&gt;Życie seksualne mojej ciotki&lt;/i&gt;. Brzmi nieźle.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-4851304858373834762?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/4851304858373834762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/janice-gentle-i-seks.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/4851304858373834762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/4851304858373834762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/janice-gentle-i-seks.html' title='Janice Gentle i seks'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S3V3om0XiBI/AAAAAAAACOQ/VtGDpXuNro4/s72-c/janice.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-113590671739578875</id><published>2010-02-09T21:47:00.002+01:00</published><updated>2010-05-20T13:58:49.036+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fantastyka'/><title type='text'>Insygnia śmierci - brrrr, panie Potter...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przeczytałam wszystkie siedem części &lt;b&gt;Harrego Pottera&lt;/b&gt;. Mówi się, że bohaterowie kolejnych tomów rosną wraz z czytelnikiem. Coś w tym jest. O ile o &lt;i&gt;Harrym Potterze i kamieniu filozoficznym&lt;/i&gt; można z czystym sumieniem powiedzieć, że jest dla dzieci, o tyle &lt;b&gt;&lt;i&gt;Insygnia śmierci&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; ostro wyskoczyły przed szereg i już nawet mocno podstarzałe nastolatki robią bokami, żeby dotrzymać tempa.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S3HHTcu7HII/AAAAAAAACMY/W-zMNcF7y2s/s1600-h/insygnia.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S3HHTcu7HII/AAAAAAAACMY/W-zMNcF7y2s/s400/insygnia.JPG" width="262" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Autorka w częściach od 2 do 6 cierpliwie czeka z rozwojem akcji aż do zakończenia. Emocje jak na rybach. Coś tam zaczyna się dziać na sto stron przed końcem. Część pierwsza jest inna z natury (przecież to początek serii), natomiast &lt;i&gt;&lt;b&gt;Insygnia śmierci&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; zaskakują szybkim rozwojem wydarzeń już od pierwszych stron. Czyta się nieźle, choć niektóre sceny czy opisy są niezwykle irytujące w swojej, hmm, infantylności. Nie w sensie, że są dla dzieci. Mam na myśli to, że chciały u czytelnika wywołać wstrzymanie oddechu, chciały udawać niezły horror lub chociaż thriller, a wyszło jak wyszło. A najbardziej ze wszystkich wkurzająca jest sama postać &lt;b&gt;Harrego Pottera&lt;/b&gt;, który w kulminacyjnych momentach okazuje się patentowanym idiotą (np. wszyscy stają na rzęsach, by mu zapewnić bezpieczeństwo, a on tak po prostu wypowiada sobie imię obłożone tabu, w związku z czym cała ochrona momentalnie idzie w diabły, a bohaterowie pakują się w niezłe kłopoty).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie dotrwałabym do końca serii, gdyby nie jedna perełka całej opowieści. Prawdziwy brylant. &lt;b&gt;Severus Snape&lt;/b&gt;. Mówię zupełnie poważnie. To najlepiej skrojony charakter z tej całej czeredy. Najpełniejsza postać i najbardziej tajemnicza. Bohater tragiczny w pełnym tego słowa znaczeniu, a jego prawdziwe oblicze poznajemy dopiero na samym końcu. Moja ulubiona postać historii o Harrym Potterze. I dla niej cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę. I nie, nie uważam, żeby przez &lt;b&gt;J.K.Rowling&lt;/b&gt; przemawiał szatan i trzeba by wzywać do palenia jej książek.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-113590671739578875?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/113590671739578875/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/insygnia-smierci-brrrr-panie-potter.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/113590671739578875'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/113590671739578875'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/insygnia-smierci-brrrr-panie-potter.html' title='Insygnia śmierci - brrrr, panie Potter...'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S3HHTcu7HII/AAAAAAAACMY/W-zMNcF7y2s/s72-c/insygnia.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-6632048041940137325</id><published>2010-02-05T22:24:00.003+01:00</published><updated>2010-05-20T13:59:14.460+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><title type='text'>Kto jest w środku? Dobra muzyka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Szaleję za &lt;b&gt;Hey&lt;/b&gt;. Przede wszystkim z racji oryginalnych, niebanalnych i kompletnie wyróżniających się w polskiej ofercie muzycznej tekstów. Toniemy w zalewie banałów w rodzaju "odszedłeś i nie ma cię już obok mnie", "żałuję, że cię znałam", "ja pragnę być z tobą już na zawsze". W przypadku &lt;b&gt;Hey&lt;/b&gt; mamy perełki w rodzaju "chciałabym móc zanurzyć głowę w strumieniu twojej świadomości" z piosenki &lt;i&gt;Kto tam? Kto jest w środku?&lt;/i&gt;, czy też śpiewane przy różnych okazjach "moja i twoja nadzieja uczyni realnym krok w chmurach" (&lt;i&gt;Moja i twoja nadzieja&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cenię ich również za niepowtarzalną muzykę. Odtrutka od Dody Elektrody i wielu gwiazdeczek tak banalnych, że zlewają się w jedno. Uczta dla ducha. Co jeszcze? Głos Nosowskiej oczywiście. Jak go określić? Prawdziwy, bardzo prawdziwy. &lt;br /&gt;Poniżej oficjalny teledysk &lt;i&gt;Kto tam? Kto jest w środku?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/bUi89G5eeJI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/bUi89G5eeJI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chciałabym mieć wszystkie ich płyty, co do jednej. I wszystkie solowe płyty Nosowskiej. MIkołaju? Czy Mikołaj mnie słyszy?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-6632048041940137325?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/6632048041940137325/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/kto-jest-w-srodku-dobra-muzyka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/6632048041940137325'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/6632048041940137325'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/kto-jest-w-srodku-dobra-muzyka.html' title='Kto jest w środku? Dobra muzyka'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-8102302838893862426</id><published>2010-02-04T13:15:00.001+01:00</published><updated>2010-05-20T13:59:33.279+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jazz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><title type='text'>Diana Krall - ciche jazzowe noce</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do &lt;b&gt;Diany Krall&lt;/b&gt; mam sentyment podwójny. Po pierwsze bardzo lubię typ muzyki, jaki ona uprawia (brzmi jak uprawiać seks lub uprawiać ziemniaki, ale niech będzie). Po drugie jej płyta &lt;b&gt;&lt;i&gt;Quiet Nights&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; była nagrodą w konkursie na najlepszą publikację miesiąca portalu Infotuba.pl, a tak się zdarzyło, że trafiła w moje ręce.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S2q4iUK2TRI/AAAAAAAACKY/PLpiOah33ZQ/s1600-h/diana_krall_quiet_nights.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S2q4iUK2TRI/AAAAAAAACKY/PLpiOah33ZQ/s400/diana_krall_quiet_nights.jpg" width="396" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Diana Krall&lt;/b&gt; proponuje nam ciepły, stonowany, nieco nostalgiczny jazz. Improwizacja oczywiście jest, ale żadnych nieprzewidywalności. Wszystko jest harmonijne i dopasowane, dojrzałe i niesamowicie profesjonalne. A przy tym urzekające. Piosenki (choć chyba raczej powinnam napisać kompozycje, hę?) znakomicie nadają się na nastrojowy wieczór przy lampce dobrego wina i z książką w ręku. Albo z lampką wina i mężczyzną. Albo jeszcze w innej kompozycji. W każdym razie wywołuje same pozytywne emocje: spokój, odprężenie, rozmarzenie. Kwintesencja relaksu. Dla mózgu wydrylowanego codziennymi zmaganiami jest jak balsam. Zwłaszcza znana przecież piosenka &lt;i&gt;Walk on by&lt;/i&gt; czy tytułowa &lt;i&gt;Quiet Nights&lt;/i&gt;. Ciche noce nie mają nic wspólnego z cichymi dniami. Zachęcają do bliskości z drugą osobą lub do bliskości po prostu z tym, co się lubi najbardziej. Końcowa informacja dla feministek i wielbicieli płci pięknej - płyta jest niezwykle kobieca. To widać, słychać i czuć.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-8102302838893862426?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/8102302838893862426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/diana-krall-ciche-jazzowe-noce.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/8102302838893862426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/8102302838893862426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/diana-krall-ciche-jazzowe-noce.html' title='Diana Krall - ciche jazzowe noce'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S2q4iUK2TRI/AAAAAAAACKY/PLpiOah33ZQ/s72-c/diana_krall_quiet_nights.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-3535079213534333091</id><published>2010-02-03T00:46:00.000+01:00</published><updated>2010-02-03T00:46:39.564+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Thriller'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Romans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>Cień wiatru - cień Barcelony</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakbym o tej książce nie usłyszała w radiu, nigdy bym po nią nie sięgnęła. Nie ma bowiem, moim zdaniem, bardziej kiczowatego tytułu jak &lt;i&gt;&lt;b&gt;Cień wiatru&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S2i2YpaVyMI/AAAAAAAACJo/DXvUCGjoZgQ/s1600-h/Cien.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S2i2YpaVyMI/AAAAAAAACJo/DXvUCGjoZgQ/s400/Cien.JPG" width="283" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponieważ jednak radiowa recenzentka była tak zachwycona, że można było ją podejrzewać jakiś skryty radiowy orgazm na fonii, zażyczyłam sobie w ramach prezentu gwiazdkowego. I dostałam.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Cień Wiatru&lt;/i&gt; &lt;b&gt;Carlosa Ruiza Zafona&lt;/b&gt; bardzo ciężko zdefiniować, nie mówiąc o zaszufladkowaniu. To trochę romans, trochę thriller, trochę zagadka rozwiązywana przez młodego chłopaka. Wszystko w scenerii powojennej Barcelony, w której życie dalekie jest od sielanki. Książka wywołała u mnie permanentny szczękopad już od pierwszych stronic z racji cudownej, magicznej, trochę onirycznej atmosfery. Bywa co prawda fragmentami ekstatyczna, a reakcje bohaterów dalekie od naturalnych, ale nie można autorowi odmówić zakorzenienia w rzeczywistości i twardego stąpania po ziemi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To książka o książce. O miłości do książek jako takich i o fascynacji jednym konkretnym tytułem. Mały chłopiec zostaje zaprowadzony pewnego dnia przez swojego ojca księgarza do Cmentarza Zapomnianych Książek. Tam ma za zadanie wybrać sobie jedną, którą będzie się opiekował. Chłopak wybiera właśnie "Cień wiatru" kompletnie nieznanego autora. I nawet nie podejrzewa, w jaką kabałę się wplątał i jak za parę lat jego wybór wpłynie na jego dalsze życie. Wywrócenie na lewą stronę i zwrot o 180 stopni to zbyt delikatne określenia. W tle mamy skomplikowaną sytuację polityczną powojennej Hiszpanii i sadystycznego inspektora Fumero, który w tej historii będzie miał wiele do powiedzenia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gorąco polecam. Czytamy obowiązkowo w towarzystwie kieliszka dobrego czerwonego wina.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-3535079213534333091?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/3535079213534333091/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/cien-wiatru-cien-barcelony.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/3535079213534333091'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/3535079213534333091'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/cien-wiatru-cien-barcelony.html' title='Cień wiatru - cień Barcelony'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S2i2YpaVyMI/AAAAAAAACJo/DXvUCGjoZgQ/s72-c/Cien.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-6336165388055941842</id><published>2010-02-01T16:58:00.003+01:00</published><updated>2010-05-20T13:59:54.071+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Horror'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>Sklepik z trującymi marzeniami</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Małe miasteczko gdzieś w Stanach Zjednoczonych. Jedna z takich typowych dziur zabitych dechami, z których młodzi wyjeżdżają do większych skupisk ludzkich na studia lub do pracy (częściej do pracy), a na miejscu zostają stare pierdziele, które wiedzą o sobie absolutnie wszystko. I by tak brutalnie rzec, pierdnąć nie można, żeby na drugim końcu miasta nie skomentowano natychmiast spożytego posiłku.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;W takim właśnie miejscu ma czelność otworzyć działaność nowy sklep. I żeby było jeszcze śmieszniej, ośmiela się nazwać "Sklepikiem z marzeniami".&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S2b3EkzUIBI/AAAAAAAACIQ/yQTI7BYkhEI/s1600-h/Sklepik-z-marzeniami.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S2b3EkzUIBI/AAAAAAAACIQ/yQTI7BYkhEI/s400/Sklepik-z-marzeniami.jpg" width="248" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Tak mniej więcej zaczyna się powieść &lt;b&gt;Stephena Kinga&lt;/b&gt; &lt;i&gt;Sklepik z marzeniami&lt;/i&gt;. Oczywiście nikt nie jest w stanie przejść obojętnie obok tak niesłychanej bezczelności i każdy obiecuje sobie, że coś tam kupi, żeby móc powiedzieć innym, czy warto w nowe miejsce zaglądnąć. A jest to miejsce niezwykłe. Właściciel, który fach kupiecki posiadł widać w małym paluszku, dysponuje bardzo szerokim asortymentem. Każdy znajdzie tam coś, o czym najbardziej w życiu marzył. Kartę basebolową, okulary Elvisa Presleya, kryształowy żyrandol, niepowtarzalną wędkę czy kawałek drewienka z arki Noego. Okazja jest wprost niesamowita i nie można nie kupić, ponieważ Leland Gaunt, właściciel sklepiku, umie składać atrakcyjne propozycje cenowe. Za daną rzecz życzy sobie śmieszną sumę pieniędzy i... obietnicę spłatania małego figla. Pan Gaunt sam powie, co trzeba zrobić. Figiel jest o tyle wygodny, że obiekt żartu nie zna figlarza, nie może więc domyślić się, kto za tym stoi.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Okazuje się jednak z czasem, że żarty nie są tak niewinne, jak się wydawały. Potrafią dotkliwie krzywdzić, a nawet sprowadzać śmierć. A pan Leland Gaunt nie jest tak uroczy i miły, jak w momencie kupna.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;b&gt;Stephen King&lt;/b&gt; fantastycznie odmalowuje małomiasteczkowy ludzki organizm z jego fobiami i zacietrzewieniem, plotkarstwem i codziennym wbijaniem sobie szpilek. To świat ludzkich tajemnic, które w końcu kiedyś i tak muszą wyjść na jaw, bo po prostu nie da się ich ukryć. Nie ma takiej opcji. Ludzkie charaktery są bardzo rzeczywiste i prawdziwe. W ich kreśleniu jest naprawdę świetny. To właśnie lubię w książkach Kinga - ludzie są z krwi i kości.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Książkę czyta się wspaniale, pochłania wręcz, aż docieramy do zakończenia. Tutaj czar pryska. Jeszcze żadna pointa nie rozczarowała mnie tak jak ta. Gdzie ta misterna konstrukcja? Wszystko po to, żeby wszystko skończyło się...&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nie, nie zdradzajmy czym. Książkę warto przeczytać dla przedniej rozrywki. Zdanie na temat zakończenia każdy wyrobi sobie sam.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-6336165388055941842?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/6336165388055941842/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/sklepik-z-trujacymi-marzeniami.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/6336165388055941842'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/6336165388055941842'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/02/sklepik-z-trujacymi-marzeniami.html' title='Sklepik z trującymi marzeniami'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S2b3EkzUIBI/AAAAAAAACIQ/yQTI7BYkhEI/s72-c/Sklepik-z-marzeniami.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-467446322368840299.post-5761035842644773334</id><published>2010-01-31T23:12:00.005+01:00</published><updated>2010-05-20T14:00:12.351+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Horror'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książka'/><title type='text'>Zmęczona ręka mistrza</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Chwilo, trwaj, jesteś tak piękna! &lt;/i&gt;- wołał Faust. Znaczy się dobrze mu było. Albo mu Małgorzata zrobiła dobrze. Co na jedno wychodzi. &lt;i&gt;Chwilo, trwaj!&lt;/i&gt; - myślałam, kiedy w tramwaju (bo gdzieżby indziej?) chłonęłam kartkę po kartce opasłego tomiska pt. &lt;i&gt;&lt;b&gt;Ręka mistrza&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; spłodzonego w chwilach natchnienia przez Stephena Kinga.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S2X2hCLua0I/AAAAAAAACII/EKlQZuujUhY/s1600-h/Reka-mistrza_Stephen-King_reka.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S2X2hCLua0I/AAAAAAAACII/EKlQZuujUhY/s400/Reka-mistrza_Stephen-King_reka.jpg" width="281" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Stephen King&lt;/b&gt; jest mistrzem powolnego rozkręcania akcji. Ale ta powolność nie jest wadą, wprost przeciwnie. Człowiek odnosi wrażenie, jakby oglądał świetny serial. I niechby ten serial trwał i trwał, i trwał, mogłabym czytać w nieskończoność. Niestety po jakimś czasie finis nieuchronnie coronat opus, ale niekoniecznie tak coronat, jakbym sobie tego życzyła.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Edgar Freemantle prowadzi niezwykle udane życie przedsiębiorcy budowlanego. Przez wiele lat porządnej charówy dorobił się majątku wartego kilkadziesiąt milionów dolarów. Ma piękną żonę, dwie wspaniałe córki, oddanych przyjaciół i właściwie niczego w życiu mu nie trzeba. Wtedy właśnie na budowie zdarza się wypadek. Jego samochód z nim w środku miażdży dźwig. Freemantle ocala życie, ale traci pamięć i prawą rękę, a przez pewien czas funkcjonuje jako roślina. Pamięć powoli odzyskuje, z ręką rzecz jasna jest gorzej, ale...&lt;br /&gt;Wkrótce odchodzi od niego żona, przyjaciele też są nielepsi, a on w ramach terapii zaleconej przez doktora Kamena zaszywa się na leżącej u wybrzeży Florydy wyspie Duma Key i... maluje. Okazuje się, że ma niebywały talent, o czym wcześniej nie miał pojęcia. Zaczyna być o nim głośno. Jednak jego obrazy są delikatnie mówiąc dziwne. I niebezpieczne. Jaka siła kieruje jego obolałym ciałem i umysłem i jakie są jej intencje?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie. Samo odkrywanie tych intencji czyta się świetnie. Jednak zakończenie jest, moim zdaniem, infantylne. Jakaś nagła obsuwa talentu? Coś w rodzaju "dobra, kończę i chrzanić to"?&lt;br /&gt;Szczegółów nie zdradzę, przeczytać warto. Zwłaszcza styl prozy jest świetny (po części to zapewne zasługa tłumacza), fantastyczna rozrywka. &lt;i&gt;Ręka mistrza&lt;/i&gt; to jednak niestety wspomnienie po świetności Stephena Kinga. Gdzież jej do &lt;i&gt;Skazanych na Shawshank&lt;/i&gt; lub &lt;i&gt;Zielonej mili&lt;/i&gt;? Ręka mistrza horroru jest chyba zmęczona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Książka wydana przez Prószyński i S-ka w 2008 roku. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/467446322368840299-5761035842644773334?l=pora-relaksu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/feeds/5761035842644773334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/01/zmeczona-reka-mistrza.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5761035842644773334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/467446322368840299/posts/default/5761035842644773334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://pora-relaksu.blogspot.com/2010/01/zmeczona-reka-mistrza.html' title='Zmęczona ręka mistrza'/><author><name>kruszyzna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01744683968037884443</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://3.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/SytDNczIkMI/AAAAAAAABn4/HcM1kBgWSx0/S220/DSC_5715.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YjPuKUWUFGo/S2X2hCLua0I/AAAAAAAACII/EKlQZuujUhY/s72-c/Reka-mistrza_Stephen-King_reka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
