poniedziałek, 7 czerwca 2010

Szwedzki film

Pochłonąwszy książkową wersję trylogii Millennium, sięgnęłam po jej odpowiednik filmowy. Właściwie odpowiednik części pierwszej, czyli Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet. Tytuł filmowy to Dziewczyna z tatuażem smoka. Ojapierdziu. Normalnie czeski film. Tfu, szwedzki film.


Bo film jest produkcji szwedzkiej, grany po szwedzku i szwedzcy aktorzy się w nim udzielają. Może najpierw o zaletach. Film ma nastrojową, mroczną muzykę (che, che), a scenarzysta umiejętnie ominął wszelkie książkowe mielizny i kwestie, które autor książki, Stieg Larsson, traktuje zbyt drobiazgowo. Zostawił prawdziwy szkielet oskubany ze wszelkiego zbędnego mięska. Przyjemnie jest też dobrana odtwórczyni roli Lisbeth Salander. Właśnie tak sobie ową damę wyobrażałam. Do tego dochodzą przyjemne landszafty Skandynawii.


Na tym niestety zalety się kończą. Podstawową wadą filmu jest to, że jeśli ktoś książki nie przeczytał, za cholerę nie zrozumie, o co w tym wszystkim biega. Tu jakiś proces, tu jakieś kwiatki na ścianie, tu cytaty biblijne odpowiadające kolejnym zbrodniom, tu jakaś młoda wytatuowana, która najpierw jest brutalnie gwałcona, a potem w najlepsze bzyka się ze sławnym dziennikarzem. Co jest?! Akcja skacze od wątku do wątku, a widz kompletnie nie nadąża. Gdybym najpierw oglądnęła film, zniechęciłabym się do książki okrutnie. Nie mówiąc już o tym, że nie byłoby po co czytać, bo wiedziałabym, kto jest mordercą.
Powieść Larssona jest po prostu nieprzekładalna na język filmu w przeciwieństwie do przekładalności na język polski. Do tego poprzez swoją chaotyczność obraz staje się zwyczajnie nudny. Niech się Szwedzi lepiej zajmą Doliną Muminków lub inną Pippi Pończoszanką. Do kryminałów się kompletnie nie nadają. Przynajmniej do Larssona.

1 komentarze:

  1. Ojoj... Skończyłam właśnie czytać książkę i jeszcze ciężko mi się oddycha z zachwytu. Doskonała fabuła, atmosfera, postaci. No i nie ukrywam, że miałam nadzieję, że i film będzie dobry. Duże nadzieje pokładałam właśnie w tych szwedzkich, a nie amerykańskich aktorach. Zobaczymy...
    Nie ukrywam, że teraz bardziej krytycznie na film spojrzę. A Twój blog dodaję do czytanych i wrócę tu po seansie. :)

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń na zawsze