Ktoby przypuszczał, że jeden adres internetowy tak potrafi zmienić życie człowieka? Adres zapisany na karteczce. Karteczce umieszczonej w biurku, do którego nigdy się nie zaglądało. Bo biurko stanowiło pewnego rodzaju tabu. Adres odsyłał do hiszpańskiej strony internetowej, a pani Rozpaczyńska miała tego pecha, że hiszpański znała. Ciekawość zwyciężyła. Rozpaczyńska przybyła, zobaczyła i... odtąd jej życie stanęło na głowie. A wszystko zaczęło się od tego, że bardzo nieszczęśliwie stłukła okulary.
.
Świat szeroko zamknięty to kolejna książka Izabeli Sowy, którą miałam przyjemność przeczytać. O czym jest? Głównie chyba o tym, że przychodzi taki czas, kiedy dowiadujemy się o najbliższych tego, o czym nie mieliśmy bladego pojęcia. Nie jest przy tym powiedziane, że pojęcie to chcielibyśmy akurat mieć. Wydawało się nam, że płyniemy razem z leniwym prądem życia, znamy nasz mały świat jak własną kieszeń i realizujemy wypracowany scenariusz (niezawodny scenariusz). Tymczasem, jak w piosence Kaczmarskiego, istnieje rzeka podziemna, której gwałtowny nurt rzeźbi życie, a my kompletnie nie mamy świadomości jej istnienia. Kiedy w końcu rzeka wypływa na powierzchnię, nic już nie jest takie samo, jak było. I nigdy nie będzie.
W książce padają ważne pytania o sens życia, o to, czy warto iść na całość, czy warto rzucić się na głęboką wodę, a przede wszystkim o to, co warto poświęcić dla przyjaźni. Czytało mi się tym przyjemniej, że w Świecie szeroko zamkniętym poznajemy dalsze losy bohaterów Zielonego jabłuszka. Losy po 20 latach, dodajmy.
Sowa naprawdę mnie zaskakuje. Nie spodziewałam się takiej głębi ukrytej pod płaszczykiem prostoty. Znakomita książka. Gorąco polecam tym, którzy chcą się jednocześnie rozerwać, ale i przemyśleć to i owo.

0 komentarze:
Prześlij komentarz