Z czym się kojarzy kolor zielony? Z nadzieją, prawda? Tak się przynajmniej mówi najczęściej. Czy komuś zielony kojarzy się z PRLem? Pewnie nie. Ale jakby ten i ów zapędził do roboty zwoje mózgowe, to okazałoby się, że owszem, coś na rzeczy jest. PRL pachnie zielonym jabłuszkiem, jednymi z nielicznych "perfum" (obok Currary), które można było wtedy nabyć. Na wędrówkę po PRLu lat 80. zaprasza nas Izabela Sowa.
.
Mój Boże, tamten świat znowu mi stanął przed oczami. Jestem głęboko wdzięczna autorce za wydobycie na światło dzienne tych wspomnień, które zdążyłam już upchnąć gdzieś na dnie mojej pamięci. Dziś o książce Zielone jabłuszko.
Mamy więc rok 1985, czyli czas najgorszej bryndzy i poczucia beznadziei. Największym marzeniem każdego obywatela jest dostać się na Zachód. Nieważne jak. Legalnie czy nielegalnie. Byle opuścić kraj, w którym nie widzą przed sobą żadnych perspektyw. Tylko panna Kropelkówna uczęszczająca do liceum nie zamierza nigdzie wyjeżdżać. Może dlatego, że kilka lat temu na Zachód zwiała jej matka. Miało być na troszeczkę, powrót na Boże Narodzenie, ale troszeczkę szybko zmieniło się w cztery lata rozłąki i nic nie wskazywało na to, by ten czas miał zmierzać ku końcowi. Anka mieszka z dziadkiem, babcią, prababcią i starym kotem Dziurawcem. Poprzez jej perypetie poznajemy cała plejadę niepowtarzalnych postaci, z których każda w jakimś sensie stanowi świadectwo czy obraz swoich czasów. Oprócz poczciwców znajdzie się i miejsce dla cwaniaków, dla intrygantów kryjących się pod płaszczykiem przyjaźni, dla donosicieli i innych peerelowskich szumowin. A przy okazji coś się rzeczywiście dzieje.
Książka jest świetnie napisana i czyta się ją piorunem. Naprawdę wciąga. To nie jest płaskie romansidło w stylu telenowelowym. To w ogóle nie jest romans. To kapitalna pocztówka z przeszłości. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam.

0 komentarze:
Prześlij komentarz