poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Wołoszański - mistrz prozy ryczanej

Tytuł mistrza poezji ryczanej jest już zarezerwowany. Dla kogo? A dla kogóżby innego? Dla Stachurskiego oczywiście. Proza jest jeszcze wolna, dlatego niniejszym pozwolę sobie koronować Wołoszańskiego na króla prozy piórem ryczanej. A wszystko za sprawą jego książki Tamten okrutny wiek.



c463a646563747c26e982a08abedbd60

Jeśli ktoś się spodziewał, że to taka pisemna wersja Sensacji XX wieku, to srogo się rozczaruje. Nie dlatego, że nie było takiego zamysłu. Zamysł był, przynajmniej przeziera między wierszami. Problem w tym, że realizacja kuleje. I to mocno.
Wydarzenia przedstawiane w książce są bardzo ciekawe i dla kogoś, kogo interesują mechanizmy przyczynowo-skutkowe kierujące światem, lektura będzie z pewnością wartościowa. Zrobiono jednak wszystko, by przyswajanie informacji odbywało się w niemałym trudzie.
Mistrzem prozy Wołoszański z pewnością nie jest. Styl jest ciężkawy, bo nie powiedzieć toporny. Toporność widoczna jest zwłaszcza w składni, w której nawet średnio zorientowany w polszczyźnie czytelnik jest w stanie wychwycić błędy. Sprawia to wrażenie, jakby było pisane na szybko. Może tak było? Składnia to jednak pikuś w porównaniu - o tempora, o mores! - z błędami interpunkcyjnymi i - proszę nie mdleć! - ortograficznymi. To już zapewne wina nie tyle samego Wołoszańskiego, ile skandalicznej korekty. Panowie korektorzy! I panie! "Nie" z imiesłowami przymiotnikowymi od dziesięciu lat piszemy łącznie! Zdania podrzędne powinny być oddzielane przecinkami z obu stron! Nie czepiam się. Stawiam minimalne wymagania edytorskie. Lektura traci na tym wprost niewyobrażalnie.
W porównaniu z telewizyjnymi Sensacjami XX wieku, które oglądało się czasem z zapartym tchem, książka przypomina nudny wykład prowadzony przez stetryczałego profesora z poważną wadą wymowy. Innymi słowy - nie przebrnęłam. Utknęłam na zamachu na Hitlera i nie dane mi było poznać kulis morderstwa prezydenta Kennedy'ego.

0 komentarze:

Prześlij komentarz