Jest tak: pewna pani dziennikarka po trzydziestce dowiaduje się, że jest w ciąży. Nic wielkiego, no nie? Nie ona jedna. Problem w tym, że kandydatów na tatusiów jest dwóch i zanim się coś dalszego postanowi, trzeba najpierw dociec, kto jest stuprocentowym sprawcą ciąży. To tylko wierzchołek góry lodowej. Na całość problemów składa się tenże sprawca, brak męża, upierdliwy tatuś bohaterki, nieoczekiwany romans (ciężarnej!), szalona praca w TV i afera szprotkowa.
Tak mniej więcej w skrócie można przedstawić powieść Moniki Szwai pt. Zapiski stanu poważnego.
Tak mniej więcej w skrócie można przedstawić powieść Moniki Szwai pt. Zapiski stanu poważnego.
Czytałam w szpitalu. Wróć - POŻARŁAM w szpitalu leżąc - o ironio - na podtrzymaniu. W ciąży. Ryczałam przy tym ze śmiechu, łoże się trzęsło, aż wzbudzało to niepokój współspaczek. Niepokój o kondycję psychiczną. Dawno się tak nie ubawiłam. Szwaja uprawia styl orbitujący, moim zdaniem, między Chmielewską a Musierowicz, ze wskazaniem na tę pierwszą. Oczywiście nie ustrzegła się od niedociągnięć. Wszyscy bohaterowie mówią dokładnie tym samym językiem i brak im indywidualizmu. Końcówka przydługa i lekko nudnawa, choć czyta się miło. Całość utrzymana jest w konwencji pamiętnika z zapiskami dokonywanymi dzień po dniu przez (niecałe) dziewięć miesięcy.
Bardzo polecam wszystkim, którzy potrzebują nagłego wzrostu poziomu endorfin. To niezawodne lekarstwo na depresję ciążową i wszelkie obniżenia nastroju. Uwaga! Nie czytać od razu po cesarce! Przy książce pęka się ze śmiechu, a śmiech po cięciu cholernie boli. Wiem coś o tym :-)

0 komentarze:
Prześlij komentarz