środa, 23 czerwca 2010

Świat szeroko zamknięty, perspektywy otwarte

Ktoby przypuszczał, że jeden adres internetowy tak potrafi zmienić życie człowieka? Adres zapisany na karteczce. Karteczce umieszczonej w biurku, do którego nigdy się nie zaglądało. Bo biurko stanowiło pewnego rodzaju tabu. Adres odsyłał do hiszpańskiej strony internetowej, a pani Rozpaczyńska miała tego pecha, że hiszpański znała. Ciekawość zwyciężyła. Rozpaczyńska przybyła, zobaczyła i... odtąd jej życie stanęło na głowie. A wszystko zaczęło się od tego, że bardzo nieszczęśliwie stłukła okulary.

.

PRL na zielono

Z czym się kojarzy kolor zielony? Z nadzieją, prawda? Tak się przynajmniej mówi najczęściej. Czy komuś zielony kojarzy się z PRLem? Pewnie nie. Ale jakby ten i ów zapędził do roboty zwoje mózgowe, to okazałoby się, że owszem, coś na rzeczy jest. PRL pachnie zielonym jabłuszkiem, jednymi z nielicznych "perfum" (obok Currary), które można było wtedy nabyć. Na wędrówkę po PRLu lat 80. zaprasza nas Izabela Sowa.

.

wtorek, 22 czerwca 2010

Klub Mało Używanych Dziewic i spółka

Klub Mało Używanych Dziewic to najlepsza nazwa klubu, jaką kiedykolwiek słyszałam. A i dziewice zupełnie nieypowe, bo niedziewicze. W końcu mało używane. Rzecz w tym, że na powtórce studniówki po dwudziestu latach spotykają się cztery koleżanki, które wcześniej wcale specjalnie się nie kolegowały. Nagle odkrywają, że im razem dobrze. Co więcej, chcą się spotykać znowu, na początku bezpiecznie, raz na miesiąc, żeby odgrzać kontakty jak stary kotlet.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Czy "Osobowość plus" jest na minus?

Od pewnego czasu nachodzi mnie nieposkromiona chęć oddania własnej osoby w krzyżowy ogień pytań z testów psychologicznych. Rozmaitych. Będę szczera - uwielbiam to. Ja wiem, że większość z nich to głupoty rozmiaru Mount Everestu, ale mam do nich słabość. Ostatnio po raz drugi w życiu sięgnęłam po książkę Florence Littauer pt. Osobowość plus.


piątek, 11 czerwca 2010

Alicja w krainie Disneya

Oglądnęłam Alicję w Krainie Czarów - najnowsze dziecko Tima Burtona. Oglądnęłam, dodajmy, po raz chyba czterdziesty szósty. Nie dlatego, że aż tak mnie zafascynował - choć nie powiem, zrobił na mnie spore wrażenie - ale dlatego, że moje dziecko bez przerwy domaga się, żeby jej puścić "bajeczkę o dziewczynce". Dla dwulatka niewychowawcze, wiem. Jestem jednak bezsilna wobec jej uwielbienia dla uśmiechniętego, znikającego kota.